215-345-0600
654 Ferry Road, Doylestown, PA

Jestem szczęśliwy!

W czasach, kiedy media krzyczą czy wręcz nawet wrzeszczą, że Kościół jest w kryzysie, że Kościół się skończył, ja widziałem Kościół młody i żywy! Widziałem Kościół który kwitnie i wydaje piękne owoce. Widziałem Kościół, który ma się dobrze i odważę się powiedzieć, że  będzie się miał jeszcze lepiej! A do tego trzeba mi dodać, że cieszę się niezmiernie, iż jestem częścią takiego Kościoła. A TEN Kościół, to Kościół Chrystusowy – jeden, święty, powszechny i apostolski!

Wiem, że mój Kościół jest poraniony, krwawiący i zmaga się z wieloma przeciwnościami, ale po tym, co widziałem ostatnimi dniami, to jestem przepełniony radością i nadzieją. Jestem przekonany, że następuje nie tyle lepsze, co piękniejsze jutro!

A wszystko przez doświadczenie żywego i kochającego Boga. Spotkałem Go po raz kolejny. Tym razem było to w Toledo, mieście leżącym w amerykańskim stanie Ohio. Samo miasto wzbudziło we mnie pochmurne i smutne odczucia, gdyż sprawiło na mnie wrażenie miasta wymarłego, opustoszałego. Odbywała się tam jednak w dniach 2-4 stycznia konferencja charyzmatyczna 2020 Encounter Conference, która zgromadziła ok. 2200 osób. Co ciekawe, konferencja ta odbywała się w trzech ścieżkach. W trzech różnych pomieszczeniach swoje spotkania miały dzieci, młodzież i dla dorośli. 

Wczytując się w słowa Ewangelii według świętego Jana, dochodzimy do miejsca, gdzie Jezus mówi: “Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni” /Jan 14:12/. Kościół, który spotkałem w Toledo było zgromadzeniem, które nie zadowala się z bycia katolikiem niedzielnym, który o Bogu pamięta tylko w niedziele. Było to zgromadzenie, które szuka Boga w swoim życiu na codzień i z Nim wiąże swoje życie! Za dowód tego, niechaj poświadczy świadectwo kobiety, około 60-cio letniej, która zagadnęła mnie mówiąc: “Ojcze mam córkę, która ma raka piersi z przerzutami. Ona ma 36 lat. Jej choroba sprawiła, że przestałam być katolikiem niedzielnym. Pan Bóg dopuścił jej chorobę, bym ja i cała moja rodzina, zbliżyła się do Niego. Wiem, że moja córka w każdej chwili może umrzeć, ale też wiem, że jej choroba była najlepszym sposobem na to, by moja rodzina opowiedziała się jednoznacznie po stronie Boga!” I ta wypowiedź trafia w sedno. Bóg nie jest tym, który daje nam choroby i innego rodzaju cierpienia, ale je dopuszcza. A to jest zasadnicza różnica. Bóg na wszelkie możliwe sposoby szuka bliższego kontaktu z nami. Z każdego zła, bólu i cierpienia jest w stanie wyciągnąć o wiele większe dobro! A to dobro zaczęło “infekować” świat bardzo mocno wydarzeniem w Toledo. Modlitwa uwielbienia, nauczanie i wołanie o Ducha świętego było tym, co napełniało każdego uczestnika zapałem, entuzjazmem i chęcią dzielenia się tym, co sami otrzymali. Świat jest zalewany Bożą miłością! A że ktoś mówi, że wcale tego nie widać … Dobro jest ciche i pokorne, dlatego nie chce być zauważane; nie chce, by na każdym roku o nim trąbiono. To zło jest pyszne i krzykliwe; na każdym kroku chce być zauważane …

Co tam się działo? Myślę, że najlepszą odpowiedzią co tam się działo, są słowa z ewangelii według świętego Mateusza 11: 4-6 „A Jezus im odpowiedział: „Idźcie i opowiedzcie Janowi o tym, co słyszycie i co widzicie. Niewidomi odzyskują wzrok, kulawi chodzą, trędowaci stają się czyści, głusi słyszą. Umarli zmartwychwstają, a ubogim jest głoszona dobra nowina. Szczęśliwy jest ten, kto we Mnie nie wątpi”.

Jestem szczęśliwy!

 

o. Rafał Walczyk OSPPE