|
W świecie naznaczonym cywilizacją śmierci Chrystusowy Kościół z coraz większą mocą głosi Ewangelię życia. Taką misję chce też pełnić Kościół katolicki przeżywając rok duszpasterski pod hasłem: „Otoczmy troską życie”. Ono właśnie przez cały rok liturgiczny będzie przypominać duszpasterzom i wiernym o tej tak ważnej misji chrześcijan we współczesnym świecie. Nawet najpiękniejsze hasło nie jest jednak w stanie zmienić rzeczywistości, jeśli nie zostanie wprowadzone w życie. Szukając więc konkretnego sposobu realizacji hasła: „Otoczmy troską życie”, sięgamy po Biblię, w której problematyka życia należy do centralnych idei tak Starego, jak i Nowego Testamentu. Przyjęcie takiej drogi realizacji wyznaczonego programu duszpasterskiego zgodne jest z ogólną zasadą pierwszeństwa Słowa Bożego w każdym, nawet najmniejszym aspekcie życia i powołania człowieka. Nie można bowiem dopuścić do tego, by obecność Biblii w życiu kojarzyła się z jakąś modą i była traktowana jako coś wyjątkowego. Przecież w Kościele nigdy nic nie może się dziać bez Biblii, ani też Biblia nigdy nie może obejść się bez sakramentalnej i zbawczej działalności Kościoła. Dlatego w życiu każdego z nas też nie może brakować Pisma Świętego, gdyż obecne w nim Słowo Boże jest „dla Kościoła podstawą i siłą żywotną, a dla dzieci Kościoła umocnieniem wiary, pokarmem duszy, czystym i trwałym źródłem życia duchowego” (KO 21).
Ostatnia sobota miesiąca jak zawsze gromadzi nas – rodzinę czuwającą w domu naszej Najukochańszej Matki Maryi w Doylestown, aby się uczyć od Niej postawy Pokornej Służebnicy, zakochanej i zasłuchanej w Bożym Słowie! Modlitwie Apelu Jasnogórskiego przewodniczył – O. Prowincjał Józef M. Olczak OSPPE. Wieczornej Modlitwie Kościoła – Nieszporom przewodniczył O. Tomasz Wilk OSPPE, a konferencję wygłosił do nas O. Marek Łącki OSPPE.
Uroczystej Mszy Świętej o północy przewodniczył O. Dominik Libiszewski OSPPE, który w czasie homilii powiedział: „Minęło ponad 2000 lat i niczym się nie różnimy od tego wielkiego tłumu, który szedł za Jezusem i zewsząd na Niego napierał. Dzisiejsza Ewangelia wydobywa z tego tłumu dwie postacie. Pierwsza to Jair, jeden z przełożonych w synagodze. Jego córka umarła. Ból cierpiącego ojca pchnął go do nóg Jezusa. Pamiętamy, że jest to przełożony synagogi, człowiek cieszący się poważaniem w swoim otoczeniu. W pyle drogi przed Jezusem ten człowiek kładzie w tej chwili swoją ewentualną karierę, swój prestiż. Nie wahał się publicznie rzucić do nóg Temu, kto dawał mu cień szansy na uratowanie jego dziecka. I teraz spójrzmy na nasze życie, przywołajmy podobne doświadczenia z własnego życia. Kiedy nagle przychodzi ciężka choroba, wypadek, życie kogoś bliskiego wisi na włosku. Ileż wtedy przychodzi rożnych pomysłów by ratować ukochaną osobę. Jak bardzo wzrasta wtedy gorliwość religijna, zaczynamy się modlić i błagać o ratunek Boga, o którym się trochę wcześniej w naszym życiu zapomniało.
Zobacz, we wszystkim co dzieje się w twoim życiu Bóg zawsze pragnie ofiarować ci dużo więcej niż to o co prosimy. Nasze próby dotyczą tego wszystkiego co nas boli i tego co najbardziej w nas umiera. A Bóg widzi dalej i lepiej i pragnie nam ofiarować to, co jest największym dobrem. Jair otrzymuje córkę, którą Jezus wyrywa z ciemności śmierci, ale on zrozumiał coś ważniejszego, że tym co się najbardziej ma liczyć w naszym życiu to WIARA! Zobaczmy jak w tej wierze powoli dojrzewa przechodząc trudne doświadczenia. Jak jego wiara oczyszcza się i umacnia w ogniu prób. Trzeba pokonać tłum myśli kłębiących się w jego glowie: czy to możliwe, aby ten Nauczyciel, który zgodził się bez słowa iść za nim do konającego dziecka może cokolwiek zdziałać? Trzeba pokonać tłum, który zewsząd otacza Jezusa i który w pewnym momencie próbuje zatrzymać go w połowie drogi: nie warto trudzić nauczyciela, gdyż dziecko umarło. Ale logika kochającego serca jest inna niż zdrowy rozsądek, dlatego ojciec idzie do końca. Po ludzku rzecz ujmując prowadzi Jezusa w beznadziejną sytuację swojego życia. Trzeba będzie pokonać jeszcze tłum wyśmiewający, który zakpi ze słów Jezusa. Taką drogę przebył Jair by doprowadzić Jezusa do umarłego dziecka. Tyle mógł uczynić, pokonać wszystkie opory i trudności i przyprowadzić Jezusa do ukochanego dziecka, które umarło. I to wystarczy. Jezus przejmuje inicjatywę. Przywraca ojcu żywą i zdrowa córeczkę! Zobacz jak prowadzisz Jezusa w ciemność swojego serca, gdzie coś umarło On też może to ożywić, tylko Go tam doprowadź!
Cud dokonuje się w ciszy. Jezus prosi o dyskrecję. W sercu Jaira rodzi się wdzięczność i niezwykłe odkrycie, że Ten, który dotknął umarłej córki dotknął także jego serca. Że w jego sercu została złożona wielka moc, która pozwala przebić się przez wszystkie ułudy i pozory życia i dotknąć tego co stanowi podstawowy sens życia: „Jak ważne – powiedział nam Ojciec Święty Benedykt XVI podczas pielgrzymki do Polski – abyśmy uwierzyli w moc wiary, w możliwość nawiązania dzięki niej bezpośredniej więzi z Bogiem Żywym. Tylko taka wiara … obecna we wszystkich naszych postawach, myślach i działaniu, w codziennej pracy, w zmaganiu się ze sobą sprawia, że nasze życie przeniknięte jest mocą samego Boga”. Taka wiara rodzi się powoli w ciszy serca, jest owocem wytrwalej modlitwy, a nieraz i wielkiego cierpienia. Jezus nie chce narzucić ludziom swoją potęgę. Ale potęga miłości uczy nas wiary, która ma być naszym wolnym wyborem. Zauważmy, ze ojciec dziewczynki tak kocha swoje dziecko, że nie zwraca uwagi na żadne okoliczności. Zapytajmy zatem nas samych, czy jesteśmy gotowi dla swoich dzieci zaryzykować karierę? A może odwrotnie poświęcamy je na ołtarzu zawodowym różnie rozumianymi technikami postępu…? W atmosferze miłości stworzonej przez Jaira pojawia się jego wiara, że tylko Bóg jest w stanie zmienić bieg wydarzeń. Dzisiaj może to wszystko wydaje się nam takie oczywiste! Ale Jair mógł mieć tylko cień nadziei. I ten cień nadziei sprawia, ze zawiązuje się miedzy nim i Jezusem nic porozumienia. Na jego zaufanie wyrażone w prostych słowach prośby: „Przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła” – Jezus odpowiada: „Nie bój się, wierz tylko!”
Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam jeszcze jedną sytuację człowieka wiary. W tłumie jest jakaś kobieta, która się wiele wycierpiała nie tylko poprzez swoją chorobę, ale i od lekarzy, którzy wyssali z niej już wszystkie pieniądze. Sytuacja jakich wiele dzisiaj. Tej kobiecie nic nie pomogło a nawet było z nią jeszcze gorzej. Chwyta się więc ostatniej deski ratunku – szuka cudu. To jest właśnie taka częsta nasza droga. Początkowo próbujemy działać sami, a dopiero jak wychodzi na jaw, że nic nie możemy dopiero wtedy szukamy dojścia do Pana Boga. Kobieta ta miała w sobie jakąś wewnętrzną pokorę i determinację. Przychodzi do Jezusa z jedynym pragnieniem, by chociaż dotknąć się skraju Jego szaty. A gdy dotknęła, została uzdrowiona i do tego słyszy słowa, że to nie On ją uzdrowił ale jej wiara tego dokonała! Zobacz poprzez tą scenę można zobaczyć, że człowiek dla Boga jest tak cenny, że Bóg ustawicznie płaci za nas cenę „rozdarcia”. Po to, żeby przywrócić jedność człowieka ze Sobą, Bóg decyduje się płacić najwyższą cenę. Tą ceną jest On sam! Jego Najświętsze Ciało za nas wydane. Tak, więc Bóg w postaci Chleba daje się łamać i rozdawać. Sam się dzieli, żebyśmy mieli przystęp do Niego!
Miłość do człowieka kosztuje Boga, On „czuje”, że moc wychodzi z Niego. Wiemy, że jest On niewyczerpanym źródłem i Miłości i Mocy, ale wiemy także że ta Miłość go „kosztuje”. To jest tajemnica Boga, ale i tajemnica każdego z nas, że jesteśmy tak cenni w Jego oczach! Myśląc o tym wszystkim nie możemy tracić z oczu wielkiej perspektywy tych pojedynczych zdarzeń jakie dzieją się w życiu każdego z nas! W dzisiejszej ewangelii nie chodzi przecież tylko o odzyskanie zdrowia i życia. To ocalenie ma głębszy sens, dotyka bowiem życia wiecznego.
Drodzy Bracia i Siostry próbujmy myśleć o tym wszyscy, i my zdrowi, gdzieś biegający, i wy leżący w szpitalu, pod kroplówkami, pozornie bezradni! Zwracajmy się do Boga wszędzie tam, gdzie jesteśmy w każdej sytuacji. Wygodnej i niewygodnej dla was! W waszej pomyślności i w waszych tragediach. Bóg stworzył nas do większych rzeczy. Nie chodzi tylko o chwilową ulgę. Nie chodzi nawet o zatrzymanie lub cofnięcie czasu, bo już jesteśmy zanurzeni w nieśmiertelności przez fakt stworzenia każdego z nas z miłości! Jan Paweł II wielokrotnie mówił do nas: NIE LĘKAJCIE SIĘ! Benedykt XVI mówił: TRWAJCIE MOCNI W WIERZE! To są jakby w dwóch częściach powtórzone słowa Jezusa wypowiedziane do Jaira: NIE BÓJ SIĘ TYLKO WIERZ! Pośród wszystkich codziennych wydarzeń musisz tylko dostrzec w prawdzie swoje życie i iść z tym do Jezusa, a wtedy na pewno usłyszysz słowa: MÓJ KOCHANY…., MOJA KOCHANA… Twoja wiara Cię ocaliła!”

Ja dziękuję dzisiaj Bogu Trojjedynemu za ten dar wspólnej modlitwy z rodziną czuwającą, gdyż było to moje ostatnie czuwanie w Amerykańskiej Częstochowie przed zmianą placówki, gdyż od 20 lipca Pan Bóg zaprasza mnie w nowe miejsce, do Nowego Jorku. Wszystkim z całego serca dziękuję, a jeśli kiedyś brakło mi cierpliwości, bądź kogoś uraziłem z serca przepraszam i proszę o wybaczenie! Z darem modlitwy!
Zobacz więcej zdjęć...
O. Dominik Libiszewski OSPPE
|