Subscribe our Newsletters

Everyday Faith
Wyższe Seminarium Duchowne

Shrine Address

654 Ferry Road
PO Box 2049
Doylestown, PA 18901, USA

Tel. (215) 345-0600
      (215) 345-0601
      (215) 345-0607

Fax (215) 348-2148
info@czestochowa.us

Please make any donation to support The Shrine of Our Lady of Czestochowa.

Enter Amount:

Ks. Prałat Sławomir Oder - postulator procesu kano
Czuwajcie, aby Pan nie zastał was śpiących - I Niedziela Adwentu Print E-mail

Zwiastowanie NMP Posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida. Ewangelia rozpoczyna się od postaci bardzo jeszcze młodej dziewczyny z Nazaretu. Maryja jest mieszkanką mało cenionego miasteczka. Za kilkadziesiąt lat, ludzie słysząc o Jezusie będą się dziwić: czyż może być co dobrego z Nazaretu? Ale jednak to właśnie miasteczko, tą właśnie dziewczynę Bóg sobie wybiera. Zna jej serce, widzi ile w nim modlitwy, widzi jak oczekuje ona przyszłego Mesjasza; Bóg widzi ile w niej miłości. Bo tęsknota Maryi, jest tak wielka, jej miłość jest tak przeogromna, jej zanurzenie się w Bogu jest tak głębokie, że ta córa Izraela stała się nosicielką oczekiwania całego swojego narodu. Oto być może pierwsze pytanie, które powinniśmy sobie zadać, kiedy patrzymy na Maryję: "Panie Boże, czy ja na Ciebie czekam? Czy ja w tym czasie adwentu otwieram dla Ciebie swoje serce? Czy moja miłość do Ciebie wzrasta? Czy podjąłem jakieś postanowienie, jako zewnętrzny znak oczekiwania serca? Czy trwam w nim? Czy wzmagam swoją modlitwę? Jeśli moje oczekiwanie jest wciąż za małe, wznieć we mnie pragnienie, rozpal gorliwość, wzbudź oczekiwania!...". Szczęśliwi owi słudzy, których Pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Maryja, zwykła dziewczyna z Izraela, nosi to w sercu i uczy nas tego.

 

Bądź pozdrowiona Pełna Łaski, Pan z Tobą. Pierwszą reakcją na te słowa, jak zaświadcza Łukasz, było zmieszanie, ponieważ Maryja nie zrozumiała, co anioł chciał Jej przez to powiedzieć: Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Pozdrowienie to wstrząsnęło Nią, gdyż słowa anioła pozwoliły Maryi przeczuć wyjątkowe powołanie przeznaczone Jej od Boga. Maryja nie rozumie, ponieważ jest całkowicie oddana Bogu, jest tak bardzo zafascynowana Najwyższym, że nie ma ani czasu, ani chęci, aby zastanawiać się nad sobą. Przyglądanie się sobie w poszukiwaniu sposobów na zrobienie jak najlepszego wrażenia jest Jej nieznane. Ośrodkiem życia Maryi pozostaje sam Bóg, dlatego towarzyszy Jej radość. Radość Maryi jest radością Boga, jest to radość Boga w Niej. Bądź pozdrowiona - można też tłumaczyć jako "raduj się". Raduj się, bo Bóg Ciebie wybrał. Raduj się, bo Bóg właśnie chce spełnić swoje odwieczne obietnice. Raduj się, bo nadchodzi Mesjasz. Dla Maryi źródłem radości nie był jednak beztroski optymizm, jakaś lekkoduszność, czy też naturalne dobro. Jej radość miała swój początek wyżej i dalej niż sięga porządek naturalny. Jezus, mówiąc o swojej radości, dał nam poznać, czym jest radość Boża, gdyż w swym ludzkim sercu nosił jej pełnię i istotę. Serce Jezusa odzwierciedlało radość Ojca: To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. Wiemy również, że radość ta jest w swej istocie czułością, miłością, szczęściem i nie mającą granic łagodnością. Serce Maryi jest wypełnione radością Bożą. My natomiast, jeśli chcemy poznać radość Bożą, powinniśmy zwrócić się do Chrystusa i prosić Go, aby udzielił nam swej radości.Nigdy nie pragniemy wystarczająco radości i miłości. Na różne sposoby zachęca się chrześcijan do radowania się, do podejmowania wysiłków, aby tylko stać się radosnym. Ale radości się nie zdobywa. O radość żebrze się każdego dnia od nowa, prosi się o jej cząstkę Jezusa i dopiero gdy przeniknie ona nasze serca do głębi, opanuje nas prawdziwa radość. Radość do dna serca. Dopiero taka radość, jest godna przyjścia Mesjasza. Taką radość winno w nas budzić przyjście Jezusa.

Jak się jednak radować, gdy tyle trosk, problemów wokół nas? Źródłem radości dla Maryi jest obecność Boga. Nagle odkrywa w swoim sercu obecność miłości, dociera do Niej, że Bóg wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej i otoczył Ją swą opieką i miłosierdziem. Głębia Jej serca została owładnięta przez radość i pokój Boży, jednak na powierzchni nadal podlegała troskom i zmartwieniom. Od chwili wybrania przez Boga Maryja cieszy się radością w głębi swego serca, nawet jeśli nie widać wpływu tej radości na Jej stan zewnętrzny. Można nawet powiedzieć, że tym właśnie charakteryzuje się spotkanie z Bogiem. Kiedy tylko człowiek zostanie bezpośrednio dotknięty przez Boga, napełnia go pokój i radość, ale nie ma to żadnej wartości dla doświadczenia zmysłowego. Radość ta jest tak głęboka, że równa jest milczeniu, jest to radość nieodczuwalna! Radość może nam towarzyszyć na poziomie wymykającym się odczuciom, a przemawiającym jedynie w ciszy.

Jako chrześcijanie powinniśmy pójść jeszcze dalej i przyjąć, że nasza radość znajduje swoje źródło w naszej słabości. Św. Paweł proponuje nam, abyśmy, uświadamiając sobie własną nędzę, doświadczali potęgi Boga. Przedstawienie Bogu naszej nędzy i ubóstwa jest jedynym sposobem spotkania się z Nim. Paweł zachęca nas, abyśmy cieszyli się z tego, co nas zasmuca. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w niedostatkach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.

Czy my radujemy się w Bogu? Co zrobiliśmy z radością zbawienia? Przecież jesteśmy ochrzczeni, zanurzyliśmy się w śmierci i w zmartwychwstaniu Chrystusa, a zatem zbawienie przyszło, zostało nam dane i jeżeli je przyjmiemy, będziemy zbawieni! Radość nieustannie towarzyszyła Maryi, choć czasem była to radość bolesna. Radość zakorzeniona w wierze, że Bóg zbawia, że Bóg tu jest. Ta radość jest dana każdemu wierzącemu, od wieków. Zbawiciel jest z nami cały czas. A my? Jak Go przyjmujemy: z radością czy obojętnie?... Czy nie powinniśmy być zadziwieni każdego poranka tym, że Bóg przyszedł nas zbawić, że przyszedł zbawić świat!

Kolejny Adwent w moim życiu, kolejna dana mi szansa na to, abym w końcu dostrzegł co naprawdę się liczy, co naprawdę jest najważniejsze? Bóg po raz kolejny wychodzi naprzeciw człowiekowi i szuka go z troską. Znowu pozwala się ujrzeć i zbliżyć, a jedynie ode mnie samego zależy, czy Jego wysiłki będę uwieńczone sukcesem, czy po raz kolejny zmarnuję daną mi szansę? Adwent to nie tylko czas oczekiwania na Boże Narodzenie, ale to przede wszystkim czas przygotowania na przyjście Boga-Człowieka, na spotkanie go w moim życiu. A może warto by było obudzić się z letargu i uśpienia? A może warto by było zrobić rachunek sumienia i zobaczyć, jak to naprawdę jest z tym moim życiem pełnym samozadowolenia i faryzejskiego uznawania się za lepszego od innych, a jednocześnie pełnym kantów, szwindli i nieuczciwości? A może trzeba by było poprosić: "Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił"? A może warto w końcu wyprostować swoje ścieżki życiowe i wyrównać drogi?

Sklepy pełne są już świątecznych i mikołajkowych prezentów, pomału rozpoczyna się szaleństwo przedświątecznych zakupów. I szkoda, żeby znowu te cztery tygodnie Adwentu utonęło w przedświątecznej szamotaninie i drugorzędnych przygotowaniach. Będą przecież -w niejednej parafii- adwentowe rekolekcje, będą Msze św. Roratnie, będą okazje do spowiedzi i do rzetelnego przygotowania się do prawdziwego Bożego Narodzenia, a ja ... czyżbym znowu miał to przespać lub -okazję do spotkania Boga- zaprzepaścić w szaleństwie mikołajkowych i gwiazdkowych zakupów? I czy moim dzieciom z całych świąt ma pozostać jedynie bardziej lub mniej tandetny prezencik pod choinką?

Panie, obym się przygotował na dzień Twego przyjścia nie tylko zewnętrznie.

O. Dominik Libiszewski OSPPE  

 

 
< Prev   Next >