|
Niedziela, 12 sierpnia, była dniem, kiedy do
narodowego Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Doylestown (w
stanie Pensylwania), zwanym Amerykańską Częstochową, przybyły piesze
pielgrzymki z Great Meadows i Trenton (w stanie New Jersey) oraz z
Filadelfii (w Pensylwanii).
Najliczniejsza grupa, licząca około dwóch tysięcy pątników, przybyła z
parafii św. Piotra i Pawła w Great Meadows. Była to dla nich
dwudziesta, jubileuszowa pielgrzymka do Amerykańskiej Częstochowy i
odbywała się pod hasłem Przypatrzcie się powołaniom.
Rozpoczęta 9 sierpnia, trwała cztery dni, podczas których pielgrzymi
przebyli szlak długości około 60 mil (ponad 96 km). Zasadniczą grupę
powadził redemptorysta, o. Jan Kwiecień, grupę młodzieżową – paulin, o.
Anzelm Chałupka, a grupę amerykańską – franciszkanin, o. Mariusz Koch.
Trasa pielgrzymki biegła przez malownicze tereny zachodniej części
stanu New Jersey i północno-wschodnie obszary Pensylwanii.
Pielgrzymi z Filadelfii i z Trenton, mający mniejszy dystans do
pokonania, wyruszyli w drogę 11 sierpnia. Grupa z parafii św. Jadwigi w
Trenton (około 350 osób) maszerowała wzdłuż pięknej doliny rzeki
Delaware i przez rolnicze rejony wschodniej Pensylwanii. Pątnicy z
parafii św. Wojciecha w Filadelfii (w liczbie ponad dwustu osób), idąc
ulicami czteromilionowego miasta, mieli okazję do niezwykłych
kontaktów, które można by nazwać duszpasterskimi, gdyż przygodni
przechodnie byli najczęściej zdziwieni ich obecnością, nie zawsze
rozumiejąc jej sens, jak jedna ze spotkanych kobiet, która dopytywała,
przeciwko komu lub czemu protestują... Pieszy ruch pielgrzymkowy jest
bowiem w Stanach Zjednoczonych zjawiskiem nieznanym i dopiero od
niedawna Polacy usiłują zaszczepić go na ziemi Waszyngtona – przyznać
zaś trzeba, że czynią to z dobrym skutkiem.
W wymienionych pielgrzymkach uczestniczyło wiele sióstr
zakonnych i kapłanów, m.in. księża biskupi Tomasz Wenski z Florydy i
Czesław Stanula, przybyły specjalnie z Brazylii.
Były to dni rekolekcji w drodze. Codzienna Msza św.,
Różaniec, Koronka do Miłosierdzia Bożego, Godzinki o Niepokalanym
Poczęciu Najświętszej Marii Panny stanowiły ramy modlitewne i stwarzały
atmosferę refleksji, w której pątnicy odkrywali nie tylko wielką miłość
Boga do wszystkich ludzi, ale też poznawali wartość obecności drugiego
człowieka; w idących obok w trudzie i umęczeniu odkrywali brata, a
wspólna modlitwa dodawała sił i pozwalała zakosztować piękna bycia
razem. Za te doznania duchowej wspólnoty wszyscy pątnicy byli Bogu
głęboko wdzięczni.
Pielgrzymka zakończyła się w niedzielę, 12 sierpnia,
uroczystą Mszą św. w bazylice w Amerykańskiej Częstochowie, która choć
ogromna, nie była w stanie pomieścić wewnątrz wszystkich pątników i
innych specjalnie przybyłych gości.
Przyszedł też czas na podsumowania. Jeden z pątników,
uczestniczący w pielgrzymce po raz dwudziesty, dzielił się swymi
refleksjami: „Moją wielką radością jest to, że pielgrzymka się rozwija
i, według mnie, nigdy nie zaniknie. Na samym początku, do końca nie
wierzyłem, że się ona uda; obecnie moją wielką radością jest to, że 75%
uczestników to młodzież, to nasza przyszłość. Mówi się wiele o
młodzieży opuszczającej szeregi Kościoła, niektórzy dodają, że młodzież
jest w Kościele ze względu na przymus rodziców. A ja poprzez wszystkie
lata mojego pielgrzymowania widzę, że to właśnie młodzi ludzie
dopingują mnie na drodze mojej wiary, to oni są światłem świata. To
niewidzialna siła ciągnie mnie jak magnes na trasę. Tym magnesem
przyciągającym i scalającym jest Maryja. Nie mogę się doczekać kolejnej
pielgrzymki, ostatnie tygodnie lipca są dla mnie czasem wydłużającego
się oczekiwania, które zapowiada coś pięknego, niepowtarzalnego w swoim
rodzaju”.
Jedna z przewodniczących grupy porządkowej, Kasia,
powiedziała w Amerykańskiej Częstochowie: „To Matka Boża chciała mieć
tę pielgrzymkę, nawet tutaj w Ameryce. Osiemnaście razy pielgrzymowałam
do Niej, nie żałuję nawet jednej sekundy. Na jednej z Mszy św.
usłyszałam w homilii słowa, które poderwały mnie do działania, że to
nasza generacja – my, młodzi – możemy przyprowadzić ludzi do Jezusa, że
On czeka, że jesteśmy pokoleniem przyszłości. My możemy zmienić naszą
kulturę, umocnić młodych ludzi i samych siebie”.
Wymownym świadectwem była wypowiedź jednej z latynoskich
dziewczyn z Nowego Jorku, pielgrzymującej po raz pierwszy i nie
znającej kultury polskiej. Wyraziła przekonanie, że mimo doznanych
trudów wędrówki, wyniosła z pielgrzymki przeżycia duchowe, które
pozostaną jej na całe życie. Tak wspaniałych momentów, spędzonych
wspólnie ze spotkanymi prawdziwymi przyjaciółmi, długo szukała w Nowym
Jorku. Mimo różnicy kultury, języka i obyczajów czuła się jak u siebie,
w gronie najbliższych.
Inny pielgrzym, młody chłopak chory na raka, zbuntowany
wobec Boga z powodu nieuleczalnej choroby, wyruszył w drogę z nadzieją,
że znajdzie ratunek u Matki Bożej. Idąc w poszukiwaniu pomocy,
rozmawiał z wieloma ludźmi, którzy okazali mu tę pomoc, bo pomogli mu
zrozumieć, że Bóg też go kocha, a jego cierpienie ma sens. Dziękował
przyjaciołom z pielgrzymki za ofiarowany mu czas i dar zrozumienia
choroby. Dzięki pielgrzymce też, dotąd żyjący w poczuciu, że jest
niekochany, zapomniany, wyrzucony z domu i odrzucony przez
dotychczasowe środowisko, odnalazł inną rodzinę - przyjaciół, którzy
poświęcili mu uwagę i serce. Podobne zrozumienie dla własnego
cierpienia i oddanie się całkowicie woli Bożej dane było w czasie
jednej z pielgrzymkowych Komunii św. innej chorej na raka
trzydziestoletniej kobiecie, która wyruszając na trasę, pełna była nie
tylko mieszanych uczuć, ale wręcz zwątpienia.
Z perspektywy mijających dni, już po zakończeniu
uroczystości pielgrzymkowych w Amerykańskiej Częstochowie, nasuwają się
pytania: jakie przesłanie niosą te szczególne rekolekcje w drodze? Czy
jest sens pielgrzymowania w XXI wieku? Odpowiedzią jest sam Bóg.
Pragnienie Boga jest wpisane w serce człowieka, gdyż został on
stworzony przez Boga i dla Boga. Bóg nie przestaje przyciągać człowieka
do siebie, bo tylko w Nim człowiek znajduje prawdę i szczęście, których
nieprzerwanie szuka. Pielgrzymka była też nieustannym dziękczynieniem
Bogu za wszelkie doznane dobro. Każdy z pątników na swój sposób
dziękował za duchowe bogacenie się, za doświadczanie każdego dnia
miłości Bożej i miłości bliźniego, ale też i za piękną pogodę, i
bezpieczne wędrowanie. Jak zapewniali wszyscy, w przyszłym roku na
pielgrzymim szlaku będzie ich jeszcze więcej. „Bo pielgrzymka – jak
mówiła młoda dziewczyna – to moja wiara i nie wyobrażam sobie, by nie
kontynuować tego dzieła. Jestem dwa lata po ślubie. Teraz chodzimy
razem z mężem, który także pokochał rekolekcje w drodze. Pielgrzymka
zbliża mnie do Boga, ubogaca moją wiarę, jest dla mnie jak największe
święto. Jest to coś, bez czego nie mogłabym żyć”.
O. Krzysztof Wieliczko OSPPE
Zapraszamy do galerii zdjęć:
Dzień pierwszy pielgrzymki do Amerykańskiej Częstochowy
Pielgrzymi w drodze do Amerykańskiej Częstochowy - cz. 1
Pielgrzymi w drodze do Amerykańskiej Częstochowy - cz. 2
Zakończenie pielgrzymki w Amerykańskiej Częstochowie
|