Subscribe our Newsletters

Everyday Faith
Wyższe Seminarium Duchowne

Shrine Address

654 Ferry Road
PO Box 2049
Doylestown, PA 18901, USA

Tel. (215) 345-0600
      (215) 345-0601
      (215) 345-0607

Fax (215) 348-2148
info@czestochowa.us

Please make any donation to support The Shrine of Our Lady of Czestochowa.

Enter Amount:

Podziekowania
Aby nikt nie zginął... - Święto Podwyższenia Krzyża Świętego Print E-mail

-Lecz Ty, Pan niebios, uniżyłeś się tak bardzo, bo obarczyłeś się moim cierpieniem. Dźwigałeś moje boleści, brzemię mojej winy Ty jesteś bez winy, czysty i bez żadnej skazy, ale wziąłeś na siebie grzech świata; mój grzech, moją słabość. Ponosisz karę za moje winy; karę, która słusznie by się mi należała za moje upadki i grzechy. Cierpisz za mnie i dla mnie.

Ty jesteś przebity za moje grzechy. Trzymają Cię, Panie, nie gwoździe przeszywające ręce i nogi, ale mój grzech. Jesteś zdruzgotany za moje winy, dla mnie. Biczują Cię do nieprzytomności, ale jest to chłosta zbawienna dla mnie. W Twoich ranach jest moje zdrowie. W Twoich ranach jest moje uleczenie, moje wybawienie. Przecież, Panie, pobłądziłem. Przecież tyle razy od Ciebie odchodzę, zwracam się ku swojej drodze, tyle razy wydaje mi się, że ja wiem lepiej, że jednak Ty, Panie chyba się pomyliłeś. Ja odchodzę, a Ty przyjmujesz na siebie moją winę, cały jej ciężar, pozwalając mi odejść.
 

Dręczą Cię, Panie, ale Ty to wszystko przyjmujesz w cichości, w pokorze z pełnym spokojem. Nie otwierasz nawet ust swoich. Przecież Ty dobrze wiesz, że oddajesz swoje życie z miłości. Oddajesz je dobrowolnie. Jedną swoją myślą, jednym drgnieniem swej woli mógłbyś wszystko to zmienić, zgładzić swych prześladowców, ale jednak z miłości do mnie oddajesz swoje życie. Nikt Ci go nie zabiera, Ty sam je oddajesz w ręce Ojca jako ofiarę Twego prześladowcę. Przychodzisz na świat posłuszny Ojcu aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej. Wyrzekasz się wszystkiego aby pełnić wolę Ojca. Pismo święte mówi: "Po udręce i sądzie został usunięty; a kto się przejmuje Jego losem." Przecież Ty zostałeś zbity na śmierć dla mojego uzdrowienia, dla mojego wybawienia! Chcę Ci podziękować Panie. Podziękować za twoją nieogarnioną miłość, za bezmiar Twego miłosierdzia, dla mnie, słabego człowieka.

Panie, tyle razy czuję się słaby, tyle razy upadam, odchodzę. Tyle razy moje problemy mnie przygniatają. Są ponad moje siły. Staję bezradny i widzę, że nie umiem. Nie potrafię sam powrócić. Tyle razy czuję się opuszczony, osamotniony, zagubiony. Jestem między ludźmi, ale jestem sam. Tylu spraw w świecie nie pojmuję. Tyle razy upadam. Dziś z całą moją słabością, małością, zagubieniem przychodzę do Ciebie. Klękam u stóp Twego krzyża. Wpatruję się w wielką Twoją miłość. Ten krzyż, który dla wielu jest znakiem zgorszenia, przedmiotem kpin i drwin dla mnie jest najświętszym znakiem Twej miłości do mnie. Jest dla mnie źródłem mocy. Jest oparciem i ratunkiem. Wszak to w Twoich ranach jest moje zdrowie. Twój krzyż jest moją jedyną nadzieją. W nim chcę odnajdywać sens mojego życia. Wpatrując się w Ciebie pragnę się uczyć brać swój krzyż.

Chcę, Tobie, ukrzyżowany lecz zwycięski Panie oddawać całe moje życie. Wszystkie moje słabości, całą moją małość, wszystkie troski i niepokoje nurtujące moje serce. Chcę powiedzieć Ci o tym, co mnie boli, chcę być wobec Ciebie jak małe dziecko. Ufne, oddane memu Ojcu.

Chcę, też, dziś jak Maryja trwać u stóp Twego krzyża i Tobie oddawać siebie w miłości. Maryja, Twoja Matka, wpatrując się w krzyż i wczuwając się w Twoją męką, doświadczyła ludzkiego smutku, gdy przybijali Cię tak nieludzko skatowanego do twardego drzewa. Jej smutek graniczył wówczas z rozpaczą. Przecież wydarto Jej Ciebie siłą i wyszydzono pod każdym względem. Matka jednak przebaczyła, uczyniła to razem z Tobą, cierpiąc z sercem przebitym mieczem. Maryja bowiem, tak jak Ty, Panie, zwracała swoje myśli tylko ku Bogu, który stał się jej siłą. Dziś wiem, że Bóg, który wszystko może uczynić, da także i dla mnie łaskę wytrwania w najtrudniejszych chwilach mego życia. Dziękuję Ci Panie za Twoją i naszą Matkę, za jej poświęcenie i przykład wytrwania do końca.

Chcę dziś prosić Cię Panie, byś z wysokości krzyża królował w moim sercu, by było ono, podobnie jak serce Maryi, skierowane jedynie na Ciebie i Tobie w pełni oddane. Chcę w Twoich ranach złożyć siebie samego: swoją małość, swoje lęki, niepokoje, zagubienie, bezradność. Chcę na Twoim krzyżu złożyć to, co mnie boli, przytłacza, co ciąży ponad moje siły. Pragnę z Twego krzyża czerpać siłę - tę cudowną moc miłości, która pozwoliła Ci oddać się Ojcu. Niech Twoja miłość płynąca z krzyża dziś mnie napełnia i przemienia. Chcę być Tobie, Panie, na zawsze oddany. Od dziś układać swoje życie w cieniu Twojego zwycięskiego krzyża, bo tylko w Tobie odnajduję sens swego życia.

Ktoś powiedział bardzo mocne słowa: “Jeśli odrzucamy krzyż Chrystusa, to dlatego, że mamy go nosić na ramionach, a nie w butonierce.” Sądzę, że jest w tym dużo racji, bo dla wielu chrześcijan krzyż Chrystusa nadal jest albo głupstwem, albo zgorszeniem, albo tylko nic nieznaczącą ozdobą. Pamiętam jeszcze z czasów, kiedy w Polsce, jako młody ksiądz chodziłem “po kolędzie”, czyli z wizytą duszpasterską. W wielu domach oglądałem się za krzyżykiem na ścianie, a czasami nawet wprost zapytałem, czy jakiś religijny symbol jest gdzieś w domu. Niestety nie było go w wielu domach, a tłumaczenie gospodarzy przyprawiało o zawrót głowy: “Księże, czy ksiądz o tym nie wie, że krzyż przynosi nieszczęście?!?!? Dlatego nie wieszamy go w domu.”

A więc głupstwo, ozdoba, talizman, zgorszenie, zły omen… czy znak zbawienia? Kiedy św. Paweł pisze w liście do Galatów: “Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata.” (Ga 6,14), to wyraża swoją najgłębszą wiarę w to, że krzyż Chrystusa jest narzędziem zbawienia dla całego rodzaju ludzkiego i powodem chluby dla wszystkich wierzących w Chrystusa. Krzyż nie jest tylko jednym z wielu religijnych symboli. Krzyż jest narzędziem zbawienia. To na nim –jak śpiewamy w Wielkopiątkowej Liturgii- zawisło zbawienie świata.

A jaki jest mój stosunek do krzyża? Nie byłoby nadziei zbawienia i zmartwychwstania, nie byłoby Kościoła i życia wiecznego, Sakramentów i wiary, nie byłoby życia gdyby nie ten znak, gdyby nie krzyż Pana naszego Jezusa Chrystusa. Od początku chrześcijaństwa był on dla wierzących symbolem zwycięstwa dobra nad złem, zwycięstwa miłości nad nienawiścią, był znakiem chluby i pomostem wiodącym do zbawienia. A my…? mówimy, że krzyż na ścianie w domu przynosi nieszczęście!?!?!

Jest taka opowieść o ludziach, którzy zagubili się w życiu i po długiej wędrówce postanowili wrócić do opuszczonego wcześniej raju. Długo szukali kogoś, kto by ich poprowadził, aż w końcu znaleźli człowieka, który zgodził się podjąć tę próbę i poprowadzić ludzi do krainy szczęścia. Postawił jednak niezwykle dziwne wymaganie, a mianowicie; każdemu (z chcących udać się w drogę powrotną) kazał sporządzić krzyż. Ludzie ze zdziwieniem szemrali przeciwko takiemu wymaganiu, ale przewodnik nie ustępował. W końcu, kiedy już każdy miał krzyż zrobiony na swoją miarę, wyruszyli w drogę. Wędrówka trwała całymi latami. Wędrowcy przedzierali się przez gęstą dżunglę, gdzie krzyże były całkowicie nieprzydatne i tylko zawadzały. Szli wiele lat przez pustynię, gdzie wielu porzuciło swoje krzyże bo były za ciężkie. Miesiącami przeprawiali się wielokrotnie przez góry. Niektórzy skracali sobie i zmniejszali ten absolutnie nikomu i do niczego niepotrzebny przedmiot. Inni porzucali go gdzieś po drodze. Po wielu latach wędrówki grupa wędrowców dotarła w końcu do celu swojej podróży. Na horyzoncie ukazała się niesamowicie piękna kraina. Wszyscy wiedzieli, że to jest utracony i latami poszukiwany raj. Pozostało im jeszcze co najwyżej kilka dni drogi, aby wejść do ziemi obiecanej. Po kilku dniach docierają w końcu prawie do wrót raju i okazuje się, że dzieli ich od niego jeszcze jedna przeszkoda, głęboka i szeroka przepaść. Nie można jej obejść, bo ciągnie się kilometrami na lewo i prawo, nie można jej przeskoczyć, bo jest za szeroka. Nie ma mostu, ani nawet drzew aby taki most zbudować. Ludzie zniechęceni zwracają się z pretensjami do przewodnika. “Dlaczego nam nie powiedziałeś, że czeka nas tutaj taka przeszkoda. Gdybyśmy wiedzieli wcześniej, to przecież mogliśmy ze sobą przynieść materiały potrzebne do zbudowania chociażby kładki. A tak … jesteśmy bezradni i będąc już tak blisko celu nie możemy się tam dostać, a za nami tylko pustynia rozciągająca się na wiele dni i tygodni”.

Na co przewodnik odpowiada: “Przecież ja wam od początku kazałem nieść materiał na budowę kładki. To po to każdy z was dźwigał sporządzony przez siebie krzyż, aby właśnie teraz po nim przeprawić się do upragnionego raju.” I rzeczywiście okazało się, że ci, którzy donieśli krzyż aż dotąd, mogli łatwo i swobodnie po nim przejść na drugą stronę przepaści.

A przecież i nam się czasami wydaje, że przedmiot ten jest nam do niczego niepotrzebny, że nam zawadza, że jest zbyteczny, że jest uciążliwy i nie do zniesienia…

Krzyżu Chrystusa bądźże pochwalony… i stań się nam bramą do życia wiecznego.

 

O. Dominik Libiszewski OSPPE  

 

 
< Prev   Next >