Subscribe our Newsletters

Everyday Faith
Wyższe Seminarium Duchowne

Shrine Address

654 Ferry Road
PO Box 2049
Doylestown, PA 18901, USA

Tel. (215) 345-0600
      (215) 345-0601
      (215) 345-0607

Fax (215) 348-2148
info@czestochowa.us

Please make any donation to support The Shrine of Our Lady of Czestochowa.

Enter Amount:

The 2012 National Catholic Bible Conference
Serce Pana Jezusa - tajemnica jedności i miłości Print E-mail

Najświętsze Serce Pana Jezusa         Dobrą Nowinę, która zbawia, można streścić w stwierdzeniu: "Bóg jest miłością" (1 J 4,8). Pełnię znaczenia tych słów objawił nam Jezus Chrystus. W świetle Ewangelii okazuje się, że miłość nie jest atrybutem (cechą) Boga wśród innych atrybutów, ale wszystkie atrybuty Boga są atrybutami miłości. Bóg jest miłością tak samo, jak jest sprawiedliwością, świętością, mocą. To miłość jest sprawiedliwa, święta, wszechmocna. Bóg nie jest sprawiedliwy i wszechmocny w tym sensie, że Jego miłość musi tę wszechmocną sprawiedliwość łagodzić. On jest miłością, której nieskończona moc prowadzi coraz dalej, aż do śmierci i do przebaczenia - jak pisze F. Varillon. Chcąc wyrazić to fundamentalne doświadczenie wiary chrześcijanie szukali różnych słów i określeń. Jednym z nich jest "Serce Jezusa". Wyraża ono w symbolicznym skrócie całą istotę i tajemnicę Jezusa, prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka. Przez kult Serca Bożego wyrażamy zatem wiarę w Jezusa Chrystusa, który kocha swego Ojca i nas, grzeszników. Kocha jako Bóg i jako człowiek. Nabożeństwo do Serca Pana Jezusa stanowi swego rodzaju zwieńczenie przeżywania tej prawdy, że Bóg jest miłością.

        Z drugiej strony, Pius XII w encyklice Haurietis aquas (1956) zauważa, iż kult Serca Bożego w pewnym sensie istnieje w Kościele od dawna. Otóż poszczególne elementy, a zarazem istota tego nabożeństwa, były obecne od samego początku istnienia Kościoła, choć sposób ich wyrażania w zewnętrznych formach zmieniał się i rozwijał aż w pełni zakwitł w XVII wieku za sprawą św. Małgorzaty Marii Alacoque. Jednym z obrazów, który chciał ukazać tę samą, co "Serce Boże", prawdę, był w pierwotnym Kościele obraz Pasterza z barankiem. Św. Grzegorz z Nyssy (+395) pisał: "Jak mogę nie kochać Ciebie, który mnie kochasz tak mocno, że oddałeś życie za owce, których jesteś pasterzem? Nie można sobie wyobrazić większej miłości od tej, że nabywasz moje zbawienie za cenę własnego życia". Owieczka niesiona na ramionach Jezusa oznaczała w starożytnym Kościele nie tylko pojedynczego odnalezionego grzesznika, lecz całą naturę ludzką, całą ludzkość, którą Syn Boży w chwili wcielenia wziął na siebie, a przez swoją śmierć i zmartwychwstanie zbawił. Można by powiedzieć, że Dobry Pasterz jest najstarszym obrazem Serca Zbawiciela, jaki zna ikonografia chrześcijańska.

        Dalszym etapem na drodze rozwoju kultu Serca Jezusa było nabożeństwo do Pięciu Ran Zbawiciela. Ojcowie Kościoła zwracali szczególną uwagę na scenę przebicia boku i tłumaczyli, że z niego narodził się Kościół i wypłynęły wszelkie łaski wysłużone na krzyżu. Pobożność wiernych nie zatrzymywała się jednak na zewnętrznej ranie boku, ale posuwała się dalej za śladem włóczni żołnierza i dochodziła aż do Serca, żywego symbolu miłości. Św. Bernard (zm. 1153) wyraził tę pobożność w następujących słowach: "Żelazo przeszyło Jego duszę, dotarło aż do serca, aby odtąd współczuł z moimi nieszczęściami. Rana ciała otwarła tajniki serca - ów wielki sakrament miłości, wnętrze miłosierdzia naszego Boga".

        Te i wiele innych doświadczeń kolejnych pokoleń chrześcijan przygotowało objawienia miłości Serca Jezusowego, jakich doznała św. Małgorzata Maria Alacoque. Tak zwane wielkie objawienie miało miejsce w oktawie Bożego Ciała 1675 r. Pan ukazał wówczas świętej swoje Serce mówiąc, że ono tak umiłowało ludzi, iż całkowicie się dla nich wyniszczyło, a w zamian doznaje tylko zapomnienia, niewdzięczności i wzgardy. Jezus wyjawił też św. Małgorzacie swoją wolę, aby ustanowiono specjalne święto ku czci jego Serca w piątek po oktawie Bożego Ciała. Jednak dopiero papież Pius IX wprowadził to święto dla całego Kościoła w 1856 roku, po tym jak Klemens XIII ustanowił je w 1756 r. jako święto partykularne na prośbę biskupów polskich i rzymskiego Arcybractwa Serca Jezusowego. Kolejni papieże podnosili rangę tegoż święta.

        Co chce nam powiedzieć uroczystość Serca Jezusowego? Jest ono symbolem - jak już powiedzieliśmy - miłości Boga do każdego człowieka. Spójrzmy jednak jeszcze na inne aspekty kultu Serca Pana Jezusa. Żyjemy w świecie coraz bardziej zróżnicowanym, skomplikowanym, zmieniającym się na naszych oczach. Jednocześnie szukamy czegoś, co sprawiłoby, że wielorakie przejawy naszego życia ułożą się w harmonijną mozaikę. Być może to właśnie kontemplacja Boskiego Serca pozwoli nam dostrzec jednoczące i niezgłębione centrum tej złożonej rzeczywistości. Tym centrum jest Bóg-człowiek, Jezus Chrystus. Kontemplowanie Serca Jezusowego może pozwolić nam zbliżyć się do jedności, której pragniemy, aby "posklejać" i odnowić własne życie. Nasze skołatane serce odnajduje bowiem kojącą jedność patrząc na Serce Jezusa. Niespokojne jest nasze serce dopóki nie spocznie w Sercu Boga - można by sparafrazować św. Augustyna.

        Nabożeństwo do Serca Jezusowego uczy nas też wyczucia tajemnicy. Ktoś powiedział, że prawdziwa religia zaczyna się tam, gdzie jesteśmy zdolni zaakceptować tajemnicę życia z jego rozdarciem pomiędzy pragnieniem nieskończoności a śmiercią, miłością i samotnością. To wszystko odnajdujemy w naszym sercu, ale w stopniu najwyższym w przebitym Sercu Jezusa. Serce jest czymś, czego nie jesteśmy w stanie do końca ogarnąć, zrozumieć. Możemy je przyjąć, to znaczy zgodzić się na tajemnicę, inność..., ostatecznie na tajemnicę Boga. Znaczenie naszego życia polega w gruncie rzeczy na zobaczeniu i przyznaniu, że w naszym życiu mamy do czynienia z nieusuwalną tajemnicą. Kto nie przyjmuje w miłości i nadziei tej tajemnicy, ten nie zna Boga. Kontemplowanie Serca Jezusowego może nas wprowadzić w powierzenie naszego jestestwa Tajemnicy, która jest niepojętą Miłością.

        Patrzmy zatem na obraz Serca Pana Jezusa i pytajmy go: Kochasz mnie? I wsłuchujmy się w odpowiedź, która - jako wszechogarniająca tajemnica - przyszła do nas właśnie poprzez Najświętsze Serce Jezusa.

        W naszej codzienności szukamy raczej, jak być silnym i pewnym siebie. Stawiamy na tych, którzy nie ustępują, nie poddają się, umieją walczyć o swoje. Mamy szacunek dla mocnych i podziwiamy ludzi sukcesu. Cichych i pokornych uważamy za fajtłapów i niedorajdów życiowych. Bezkrytyczna i ślepa gloryfikacja człowieka mocnego, cywilizacja sukcesu stworzyła model współczesnego supermana. Model współczesnego człowieka, to ktoś pewny siebie - nazywamy go wtedy "asertywnym", to człowiek liczący na własne siły - mówimy, że jest zdecydowany, człowiek który wszystko wie, a przynajmniej robi wrażenie, że wie wszystko - mówimy wtedy, że jest wykształcony i obyty w świecie. A najczęściej jest to też człowiek wrzaskliwy, zwracający uwagę tylko na siebie i w końcu pełen pychy. Świat współczesny ma mnóstwo takich idolów, a środki masowego przekazu co rusz podsuwają nam nowe wzorce. Piękne, eleganckie, przebiegłe i drapieżne kobiety. Dobrze ubrani i zaradni, zdecydowani panowie, aktorzy, sportowcy, podróżnicy, biznesmeni, politycy .... Cała gama wzorców, mocnych ludzi, supermanów, ludzi sukcesu.

        A ja oglądając takie medialne idole, zastanawiam się: "Jak Chrystus czułby się wśród nich? Jak oni przyjęliby słowa Chrystusa: «Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem»?" Popatrzyliby na Niego z politowaniem, uśmiechnęli się lekceważąco i pewno - tak, jak Grecy Pawłowi na Areopagu - odpowiedzieliby z pobłażaniem: "Posłuchamy Cię innym razem."

        Ludzie cisi, pokorni, nie rzucający się w oczy, czasami niezdecydowani lub zakłopotani to dla nas ciamajdy, fajtłapy, nieudacznicy, życiowe niedorajdy. Pogardzamy nimi, nie mamy do nich szacunku, nie mamy do nich ani zaufania, ani nie liczymy na nich, bo są za słabi, głupi, prości, niepozbierani, niezaradni. Patrzymy na nich z pobłażaniem i politowaniem, uśmiechamy się ironicznie i drwiąco ... Nie są ani eleganccy, ani dobrze i gustownie ubrani, nie skrapiają się drogimi perfumami i nie spędzają całych dni i nocy "na robieniu biznesu". Nie należą do elity, nie mają mocnych pleców i wpływowych znajomych. W świecie i cywilizacji sukcesu po prostu się nie liczą.

          A ja spotykając takich ludzi, zastanawiam się: "Jak Chrystus czułby się wśród nich? Jak oni przyjęliby sława Chrystusa: «Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem»?" Popatrzyliby na Niego z miłością, uśmiechnęli się ze zrozumieniem i radością, i pewno -jak Zacheusz i celnik - odpowiedzieliby pokornie: "Panie nie jestem godzien".

        Czy wobec tego co powyżej, można powiedzieć, że chrześcijaństwo to smutna religia słabych prostaczków, nieokrzesanych fajtłapów i życiowych nieudaczników?

        A przecież "Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć ..." (1Kor 1:27).

Proszę Cię więc Panie ... "Uczyń serca nasze według Serca Twego". Nie pozwól mi być zarozumiałym i pewnym siebie, uchroń mnie od pychy i samozadowolenia.

O. Dominik Libiszewski OSPPE

 

 
< Prev   Next >