|
II Niedziela Wielkiego Postu
WIELKI POST jest to czas kiedy Bóg pragnie odnawiać przymierze z nami, kiedy to my
mamy spojrzeć na cały miniony tydzień w tajemnicy dźwigania krzyża, ale i także
w tajemnicy zmartwychwstania, aby poprzez rachunek sumienia tych 6 ostatnich
dni pozwolić Bogu przechodzić w słupie ognia przez nasze życie!
Po
co? Aby jeszcze bardziej rozpalić nasze serca w miłości gorącej, w miłości
przymierza, aby jeszcze mocniej rozpalić naszą miłość ku Niemu, abyśmy umieli
dostrzec Jego miłość w naszym życiu, abyśmy umieli dostrzec Jego wolę w naszym
życiu, abyśmy umieli żyć Jego przykazaniem miłości.
Dzisiaj każdego dnia hołduje nam świat, maski
pełne obojętności, wyuzdanie czy egoizm. A Jezus zasiada dzisiaj pośród nas i
pyta każdego z nas - czy takie przymierze zawarłem z tobą drogi bracie, czy
takie przymierze zawarłem z tobą droga siostro, poprzez twój chrzest i kolejne
sakramenty jakie były ci dane...
Proszę nie bój się i pozwól Jezusowi spojrzeć do Twojego
serca, pozwól Mu przemieniać ogniem miłości Twoje serce w Jego, z którego
wypłynęła krew i woda, abyśmy - ty i ja mogli żyć.
Dzisiaj Jezus wraz z uczniami
zabiera nas w podróż na górę Tabor. Tylko po to, aby przemienić się tam wobec
nas, ale także i po to, aby przemieniać tam nas na swój obraz i podobieństwo.
Jezus pragnie, abyśmy stali się Jego naśladowcami, abyśmy nie byli jak ci,
którzy widzą światło, a uciekają w stronę ciemności.
Jezus
chce nas dzisiaj przemieniać, chce nam przypominać o swoim Nowym Przymierzu
jakie zawarł z każdym z nas przez swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie, abyśmy
prawdziwy pokarm odnajdywali w Jego
Słowie i Ciele, gdyż tylko tak zaspokoimy swój głód, bo przecież nie można żyć
nawet z pełnym brzuszkiem, mając puste serce. Nie można być uczniem Chrystusa
będąc wrogiem krzyża, który tak dzisiaj wielu z nas porzuca, ponieważ
dzisiejszy człowiek eliminuje w swoim życiu krzyż, cierpienie, lęk, chorobę.
Eliminuje, gdyż woli taplać się w przyjemnościach jakie daje mu dzisiejszy
świat, jakie dają mu dzisiejsze wynalazki, tylko po to, aby nie stanąć w
prawdzie i dalej oszukiwać samego siebie.
Poznałem kiedyś młodego człowieka -
Rafała - jakbyśmy dzisiaj powiedzieli - menagera, businesmena, człowieka
sukcesu. Perfekcjonista, doskonały od małego, najlepszy uczeń, najlepiej
opanował języki, doskonale zdał maturę, pierwsze miejsce na studiach, najlepsza
praktyka zagraniczna i potem już tylko wspaniała kariera w firmie, która "go"
wygrała, gdyż był tak doskonały, że wiele różnych instytucji biło się o niego.
Mijał dzień za dniem a on robił błyskotliwą karierę wspinając się po szczeblach kariery, był
doskonały, oklaskiwany, podziwiany, był przystojny, więc kobiety za nim
szalały, ale on żadnej z nich nigdy nie traktował poważnie. Mówił, po co mi kolejny
kłopot, po co mi ktoś, kto będzie przeszkadzał mi w moim życiu.
Aż
pewnego dnia zasłabł w pracy, zabrało go pogotowie, wszyscy myśleli, że jest przepracowany.
Badania, diagnozy i w końcu werdykt: guz mózgu! Powiedział mi, że wtedy przyjął
to jak wyrok, wyrok śmierci, zamknął się w sobie, odrzucił wszystkich od
siebie. Firma znalazła szybko kruczek prawny, aby się go pozbyć, gdyż nie był
im potrzebny, gdyż nie zarabiał dla nich, nie spalał się dla nich. Wtedy
dostrzegł, że tak naprawdę to nic nie ma! Jego życie jest puste - bez Boga,
wiary, bez miłości i rodziny, czekał tylko na śmierć potępiając samego siebie,
że jest za słaby, aby sprzeciwić się Bogu, że coś takiego mu uczynił...
Pan
Bóg jednak wyprowadził go z tego doświadczenia, operacja się udała - dziś jest
4 lata, jak nie ma przerzutów, zakochał się, ożenił. Odnalazł w swoim życiu
Boga i drugiego człowieka przez ludzi i wydarzenia, które zostały mu dane, aby
odnaleźć swoją drogę światła do Jezusa.
Widzisz
bracie i siostro - to dlatego Jezus Ciebie i mnie zabiera w podróż na górę
Tabor. Chce nam pokazać prawdziwe oblicze dzisiejszego świata, chce ci pokazać
prawdę szczytu na który biegniesz pokonując kolejne szczeble kariery, abyś
zobaczył, abyś zobaczyła, że góra na której Jezus każdego dnia umiera za
Ciebie, jest pusta, gdyż nie dostrzegasz jej w swoim życiu, że nie chcesz jej
dostrzec, gdyż wtedy będziesz kochać, będziesz odczuwać, będziesz płakać, a
dzisiejszy świat przecież nie może pozwolić sobie na takie uczucia, nie lubi
mięczaków, nie lubi pobożnych, nie lubi żołnierzy Boga walczących przebaczeniem
i miłością nastawiając drugi policzek za każdym razem, gdy cios pada w naszą
stronę.
Dziś Jezus zabiera nas na górę, aby
pokazać, że czas przemienić własne serce, czas pozwolić zagościć w nim miłości
miłosiernej, czas zrobić miejsce Jezusowi Chrystusowi.
Widzisz
to działa!!!!!!!! On chce, abyśmy dzisiaj dostrzegli tych wszystkich, którzy są
na dole, którzy są w jakimkolwiek dole, którzy potrzebują miłości, którzy są
spragnieni Boga, którzy się boją kiedy znowu ich źle potraktujemy, kiedy ich
uderzymy, kiedy znowu ich zaatakujemy, kiedy uaktywnimy swoje kubki jadowe i
całą swoją złośliwość wylejemy na nich.
Tak, jak Jezus przemienił się w
towarzystwie uczniów, tak dzisiaj po 6 dniach pracy, a często i braku obecności
Boga przemienia się dla ciebie i dla mnie na ołtarzu z chleba w Ciało, z wina w
Krew. Przemienia się dla ciebie, aby przemieniać ciebie, przez Słowo, które
słyszysz i przez Eucharystię w której uczestniczysz.
Dziś
Jezus przemienia nasze serca w swoim świetle, abyśmy przestali się wywyższać,
lecz abyśmy umniejszali się do tego stopnia, aby stać się głupim w oczach
świata. Aby poprzez tą przemianę krzyż Chrystusa na zawsze przylgnął do naszych
ramion idąc i zbawiając świat, niosąc Boga wszystkim miłością służebną i
ofiarną. Aby świat, aby ludzie, aby sytuacje, aby zranienia - ulegały
przemienianiu przez świadectwo naszego życia, mojego i twojego, do którego
zaprasza nas promieniujące oblicze Jezusa na górze Tabor.
Fr. Dominik Libiszewski OSPPE
|