Subscribe our Newsletters

Everyday Faith
Wyższe Seminarium Duchowne

Shrine Address

654 Ferry Road
PO Box 2049
Doylestown, PA 18901, USA

Tel. (215) 345-0600
      (215) 345-0601
      (215) 345-0607

Fax (215) 348-2148
info@czestochowa.us

Please make any donation to support The Shrine of Our Lady of Czestochowa.

Enter Amount:

Ks. Prałat Sławomir Oder - postulator procesu kano
Paulińskie zamyślenia z Ameryki Print E-mail

Kościół św. Rozalii w Chicago Każdy człowiek powołany jest do szczęścia. Każdy z nas szuka tego szczęścia w inny sposób. Dla wielu ludzi, sposobem na znalezienie szczęścia w życiu, jest próba zarobienia większych pieniędzy, znalezienie łatwiejszego sposobu na życie, większej wygody. Najczęściej idzie więc za tym wyjazd z własnej Ojczyzny, zostawienie wszystkiego, co się do tej pory posiadało i … w drogę … w nieznane. Można od razu powiedzieć, że to jest dokładnie tak, jak w Ewangelii, gdy Jezus mówi: „… idź, sprzedaj, co posiadasz (…) a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną” (Mt 19:21). Jednak w tym momencie trzeba zadać sobie pytanie: „czy to w Bogu szukam szczęścia, gdy decydujemy się na wyjazd na obczyznę”, czy faktycznie szukam skarbu w niebie?!

Bóg i poszukiwanie Go w swoim życiu, nie jest celem wyjazdów Polaków za granicę. Jednak wielu z nas, Polaków, w swoim zabieganiu po „szczęście”, dobrobyt, stara się nie zapomnieć o Bogu, o Kościele. Jak już więc wcześniej powiedziałem, polskie Msze są oblegane, kościoły pełne. Trzeba więc oddać szacunek tym, którzy nie zapomnieli o Bogu z chwilą wejścia do samolotu, który szczęśliwie do wymarzonej Ameryki ich dowiózł. Jednak wielu spotyka rozczarowanie, bo „miało być inaczej, łatwiej, wygodniej”, a wcale tak nie ma. Kościół dla takich jest więc niejednokrotnie ostoją, „deską ratunku”, której się chwytają. Miejsce, gdzie każdy i kiedykolwiek może przyjść i zawsze zostanie przyjęty. Wśród nich jest również wielu takich, którzy coś w Kościele czy dla Kościoła chcą zrobić.

Nawiązując do zadanego wyżej pytania, trzeba zaznaczyć, że w samej tylko aglomeracji Chicago, jest około … 80 kościołów, gdzie w niedziele odprawianych jest około 115 Mszy świętych w języku polskim. To niesamowicie dużo, biorąc pod uwagę, że cała akcja rozgrywa się około 7,500 tysiąca kilometrów od Polski. Francis Kardynał George, na jednym ze spotkań z polskim duchowieństwem wyraził wielką radość, z faktu, że na polskich Mszach świętych jest wiele ludzi, że często kościoły są pełne. I owszem, tak też jest … jednak, niech na tych Mszach będzie 100.000 ludności polskiej, to kolejne i wydaje się, dramatycznie brzmiące pytanie, brzmi: „Gdzie jest pozostałe półtora miliona Polaków, zamieszkujących Chicago i jego najbliższe okolice”?! Wychodzi więc w bardzo brutalnej prawdzie na to, że szukanie szczęścia w Bogu dla wielu z nas, jest tylko pobożnym życzeniem. A szkoda...

Paulińska posługa wśród Polonii Amerykańskiej, jak również wśród ludności mieszkającej w Stanach Zjednoczonych Ameryki, to już ponad 50 lat służby w trudnym zmaganiu się z wieloma przeciwnościami. Głównym rejonem, gdzie można spotkać kapłanów w białych paulińskich habitach, to Nowy Jork i jego okolice, z oddalonym o niespełna dwie godziny jazdy samochodem Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Doylestown, w stanie Pennsylvania. Jednak nie tylko, bo przed czterema laty, wspomniany już wcześniej Arcybiskup Francis Kardynał George, zaprosił Paulinów również w głąb USA, do Chicago, powierzając pieczy „jasnogórskich stróżów” , na północnych przedmieściach Chicago. Jest to parafia amerykańska, gdzie nigdy wcześniej nie było Mszy świętej w innym języku, jak angielski. Z chwilą, gdy pojawili się w tej parafii polscy kapłani, Paulini, sytuacja nagle, w bardzo diametralny sposób się zmieniła. Ludność polska bardzo się tym faktem zainteresowała i zgromadziła się przy parafii z polskimi kapłanami. Fakt ten pokazuje, jak bardzo ludzie potrzebują kapłana, potrzebują wsparcia, zwłaszcza, gdy jest się daleko od własnej Ojczyzny, od bliskich i znajomych. Chociażby tak prosta sprawa pokazuje, jak ciężko jest sprzedać wszystko, wyrzec się wszystkiego, by iść za Jezusem. Jezus nie stawia przecież wielkich wymagań. To jest raptem dziesięć słów, jednak, jakże niesamowicie trudno nam te dziesięć słów zastosować w naszym życiu.

Iść za Jezusem można na różne sposoby. Jednym z nich jest podjęcie trudu pieszego pielgrzymowania. Również w USA, katolicy, zwłaszcza Polacy, pielgrzymują do Maryjnych sanktuariów. Osobiście wiem o czterech takich pielgrzymkach. Trzy z nich, Philadelphia, w stanie Pennsylvania, oraz Trenton i Great Meadows, w stanie New Jersey, podążają do Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Doylestown, Pennsylvania, gdzie Paulini mają swoją „centralę” na ziemi amerykańskiej. Amerykańska Częstochowa jest bardzo często i licznie nawiedzanym miejscem nie tylko przez Polaków, ale i ludność z różnych zakątków świata. Wszystkie te trzy pielgrzymki wchodzą jednego dnia do Amerykańskiej Częstochowy, gdzie uczestniczą we wspólnej Mszy świętej. Wspólnie w tych pielgrzymkach weszło w roku 2006 około 3 tysięcy wiernych.

Czwartą i najliczniejszą pielgrzymką jest ta, która wychodzi z południowych przedmieści Chicago i zmierza, do Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Merrillville, w stanie Indiana, gdzie posługują księża Salwatorianie. Pielgrzymka ta zgromadziła w roku 2006 około 5 tysięcy wiernych. Tak patrząc na pielgrzymujących naszych rodaków, można śmiało powiedzieć: „Oto Polska właśnie”!

Kapłan jest „z ludzi wzięty i do ludzi posłany”. Także, a i nade wszystko wyjeżdżając tam, gdzie miejscowych kapłanów nie ma. Zmagania z trudnościami dotykają może i częściej niż ludzi, wyjeżdżających „za chlebem”. W tym miejscu sytuacja się odwraca. Jak ludzie wychodzą do kapłana po pomoc, tak kapłan wychodzi do ludzi, by coś im zaoferować, a przez to robić coś dla Chrystusa. Bez tego ani rusz… Właśnie poprzez obustronne wychodzenie do siebie, powstają różne grupy działające przy parafiach. Nie jest to łatwe, zwłaszcza na obczyźnie, ale obustronne zaufanie daje wymierne efekty. O sytuacji kałana, który wyjeżdża do nieznanego sobie kraju, również można powiedzieć, że … wyjeżdża za chlebem. Jest to jednak wyjazd niepodyktowany własną wolą, ale wolą Tego, który do kapłaństwa go powołał. Jednak powołanie paulińskie ma to do siebie, że jest to również „sprawa” Matki Bożej, która ciągle coś szepcze do ucha swojemu Synowi, a naszemu Bratu, Jezusowi Chrystusowi. Również posłanie w konkretne miejsce, trzeba pewnie złożyć na barki Maryi, która chce docierać do jak największej rzeszy wiernych. A Stany Zjednoczone to przecież bardzo specyficzne miejsce, gdzie dla Maryi za wiele miejsca nie ma, bo to przecież kraj protestancki, gdzie katolików jest około 23%. Trzeba Ją nieść przede wszystkim w takie miejsca, i to jest chyba główne zadanie Paulinów działających w USA, których na amerykańskiej ziemi jest około 30.

A Chicago? Z tego miejsca popłynęła wielka pomoc w kierunku Jasnej Góry i jak mawia Ojciec Generał Izydor Matuszewski, nasza tutaj obecność jest wyrazem wdzięczności i ukłonem w kierunku Polonii, za pomoc ofiarowaną Jasnej Górze. Tak też trzeba nam naszą obecność w Chicago traktować, przez co spada jeszcze większa odpowiedzialność za naszą działalność na niwie duszpasterskiej. A jak ona wygląda, co się udaje, co nie wychodzi, to już temat na następny raz i raczej do podjęcia przez inną osobę, która na paulińską działalność patrzy z boku.
                   

                        o. Rafał Walczyk, OSPPE – Chicago
                               JASNA GORA, 1/2007 Styczeń-Luty

 

 
< Prev   Next >