Subscribe our Newsletters

Wyższe Seminarium Duchowne
Everyday Faith

Shrine Address

654 Ferry Road
PO Box 2049
Doylestown, PA 18901, USA

Tel. (215) 345-0600
      (215) 345-0601
      (215) 345-0607

Fax (215) 348-2148
info@czestochowa.us

Please make any donation to support The Shrine of Our Lady of Czestochowa.

Enter Amount:

Podziekowania
Rozmowa z ks. Sławomirem Oderem - postulatorem procesu kanonizacyjnego bł. Jana Pawła II Print E-mail

Ks. Prałat Sławomir Oder - postulator procesu kanonizacyjnego bł. Jana Pawła II Posłuchaj nagrania rozmowy z ks. dr Prałatem Sławomirem Oderem z Rzymu

 

Drodzy Radiosłuchacze Głosu z Amerykańskiej Częstochowy,

Wśród różnych pielgrzymów, którzy przybywają do naszego sanktuarium mamy dziś niezwykłego gościa, który przybył prosto z Watykanu, jest nim ks. Prałat Sławomir Oder, Prezes Trybunału Apelacyjnego przy Kurii Rzymskiej orzekających sprawy ważności małżeństwa, ale dla nas, szczególnie Polaków znany jest ks. Prałat Sławomir Oder jako postulator, wcześniej procesu beatyfikacyjnego, a teraz procesu kanonizacyjnego Jana Pawła II. To pielgrzym, który przybył do Amerykańskiej Częstochowy. Oddajemy głos ks. Sławomirowi.

- Pozdrawiam serdecznie z tego miejsca tak bliskiego sercu wszystkim Polakom mieszkającym w Ameryce, a przez związek ze sobą Matki Bożej, wszystkim Polakom.

Z całą pewnością, przybywając do Ameryki w duchu pielgrzymkowym, nie można przejść obojętnie obok tego miejsca, które było bliskie również sercu Jana Pawła II. Co prawda nie przybył on tu nigdy jako papież, był tu jednak jako kardynał, jako biskup, kiedy uczestniczył w Kongresie Eucharystycznym.

Każde miejsce związane z osobą Maryi było bliskie sercu Jana Pawła II. Mówi się, że kiedy został biskupem Krakowa, zawarł z Matką Bożą układ, pakt: Odwiedzę tyle sanktuariów ile seminarzystów poślesz do mojego seminarium. I podobno od tego dnia seminarium krakowskie zapełniło się powołaniami i były jak wiadomo liczne, jedne z najliczniejszych seminariów w Polsce. Ale też w pielgrzymkach Ojca Świętego nigdy nie brakowało miejsc związanych z osobą Maryi. Pielgrzymował do wszystkich Sanktuariów Maryjnych. Jeden ze świadków, osoba bliska Ojcu Świętemu, mówiąc o jego relacji z Maryją, mówił, że patrzył on na świat oczyma Maryi. I wydaje mi się, że to jest taka piękna definicja i klucz do zrozumienia jego duchowości maryjnej, która była duchowością pielgrzyma. Z Maryją ku Chrystusowi. Cieszę się bardzo z tej obecności tutaj i z możliwości przeżycia spotkania z Matką w miejscu, które nawiązuje do tego miejsca, które Ojciec Święty nazwał w Polsce Kaną Galilejską naszego Narodu.

- Księże Prałacie, sprawa w przygotowaniu do tego wielkiego momentu jakim była beatyfikacja Jana Pawła II, a teraz kanonizacja, to bardzo poważna praca, a zarazem wielkie zadanie nie tylko dla ks. Prałata, odpowiedzialnego za ten proces przygotowania, ale dla całej kurii. Czy ks. Prałat mógłby powiedzieć kilka słów na temat samej tej pracy w przygotowaniu do tej kanonizacji.

- Rzeczywiście jest to bardzo ogromna praca, duży wysiłek, nie mniej jednak praca związana z osobą tak wielką jak Jan Paweł II jest z całą pewnością tym co kompensuje i zmęczenie, i stres, i wysiłek. Sam proces beatyfikacyjny, jak wiadomo, rozpoczął się bardzo szybko po śmierci Ojca Świętego. Przekonanie Ludu Bożego o świętości zmarłego papieża zostało wyrażone przede wszystkim napływem milionów pielgrzymów na jego pogrzeb i do Rzymu w dniach poprzedzających pogrzeb Ojca Świętego. Był to taki bardzo wyraźny znak, który Lud Boży dawał wobec świata swojego przekonania, że ten który odszedł do domu Ojca, był człowiekiem świętym. Każdy proces beatyfikacyjny ma swój punkt wyjścia, którym jest właśnie owo przeświadczenie ludu bożego o świętości, tzw. opinia świętości. To właśnie ta opinia świętości dała początek całemu procesowi, który skonkretyzował się w decyzji Ojca Świętego Benedykta XVI w udzieleniu dyspensy od pięciu lat oczekiwania na rozpoczęcie procesu. Po tej dyspensie, którą Ojciec Święty sam ogłosił Kościołowi w czasie spotkania z kapłanami diecezji rzymskiej w bazylice Św. Jana na Lateranie 13 maja 2005 roku, bardzo szybko została powołana komisja diecezjalna, której zadaniem było zebranie materiałów, przesłuchanie świadków procesowych. Ten proces odbywał się bardzo szybko, a takim drogowskazem na tej drodze procesowej były słowa, które wypowiedział Ojciec Święty Benedykt XVI: Pracujcie szybko, ale pracujcie dobrze, aby nie można było mieć do tego procesu żadnego zastrzeżenia. Dzięki Bogu, tak jak powiedziałem, ten proces mógł przebiegać szybko, sprawnie, z zachowaniem wszelkich reguł i rygorów procesowych. A więc, takim znakiem, którego Kościół wymaga dla potwierdzenia swojej pracy i przeświadczenia o świętości jest Boża pieczęć w postaci cudu. Ten cud również został dany przez Boga bardzo szybko, bo już w kilka miesięcy po śmierci Ojca Świętego nastąpił wypadek, który później był przedmiotem studium w ramach procesu i Kościół uznał go jako wydarzenie nie posiadające wytłumaczenia z punktu widzenia nauki ludzkiej przypisywane wstawiennictwu Jana Pawła II, uzdrowienie francuskiej zakonnicy z choroby Parkinsona. A więc ten proces przebiegał szybko i przebiegał w taki sposób, że no właśnie, przed rokiem Ojciec Święty Benedykt XVI mógł wyrazić w imieniu całego Kościoła wdzięczność Bogu za dar nowego błogosławionego. 1 maja 2011 roku, na Placu Świętego Piotra powtórzył się ten cud zgromadzenia Kościoła, który wielbił Boga za dar świętości Jana Pawła II.

- Jan Paweł II - błogosławiony, ten proces bardzo szybko nastąpił, usłyszeliśmy te słowa Benedykta XVI, a proces w przygotowaniu do kanonizacji.

- Warunkiem sine qua non, aby można było przystąpić do kanonizacji jest stwierdzenie nowego cudu. Z całą pewnością, osobą i jedynym protagonistą w tym procesie, tym który da znak, że czas jest dojrzały i nadszedł, jest Pan Bóg, bo to ON daje ten znak. Ja muszę powiedzieć, że od chwili beatyfikacji nieustannie do biura postulatora napływają liczne zgłoszenia łask, i kilka z tych łask ma znamiona pozwalające przypuszczać, że można by rozpocząć proces o stwierdzenie nowego cudu. Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć tylko tyle, że ze względu na charakter tych sygnalizacji poprosiłem o dokumentację, która będzie mi dostarczona i dogłębne zbadanie dokumentacji lekarskiej tych przypadków pozwoli na ewentualne rozpoczęcie procesu, który zostanie przedstawiony pod osąd Kościoła dla stwierdzenia ewentualnego cudu i możliwości przejścia do kanonizacji.

- Czy ten proces zawsze, przy różnych kandydatach do kanonizacji jest automatyczny, że akurat już jest błogosławiony i oczekujemy na jego kanonizację, czy to są znaki od Pana Boga, oczywiście jak ks. Prałat nam powiedział, ale czy jest to w jakiś sposób, że każdy błogosławiony ma być kanonizowany.

- Musimy pamiętać o tym, że rozróżnienie między błogosławionym a świętym ma charakter powiedziałbym ludzki, duszpasterski, ma swoje uzasadnienie, może dzisiaj mniej czytelne dla Kościoła, aniżeli było to jeszcze przed kilkunastu, czy jeszcze kilkudziesięciu laty. Zasadnicza różnica między błogosławionym a świętym polega na tym, że kult błogosławionego ograniczony jest lokalnie do miejsca, które było związane z jego życiem, z jego działalnością, a więc była to diecezja czy kraj, czy kontynent. Natomiast święty przedstawiany jest jako wzór dla całego Kościoła powszechnego. Nie ma natomiast różnicy w sensie jakości świętości. Ktoś, kto jest uznany za błogosławionego jest tym, który ogląda chwałę Boga, jest wobec Boga, i stwierdzenie świętości nie stanowi o przejściu hierarchii w niebie, o pójściu gdzieś bliżej czy wyżej w tej hierarchii świętych. Ktoś kto jest błogosławionym jest po prostu świętym. A zatem jeżeli rozpoczyna się proces beatyfikacji to jest to proces, którego naturalnym zakończeniem jest kanonizacja.

 - Spotkania z błogosławionym Janem Pawłem II w tej posłudze jaką czynił ksiądz wcześniej już w Rzymie, na Watykanie, kiedy Ojciec Święty Jan Paweł II żył. Może powie coś ksiądz o osobistym doświadczeniu w spotkaniu z Janem Pawłem II.

- Ja muszę powiedzieć, że moja praca, moja obecność w Rzymie jest związana nie tyle z kurią watykańską, z urzędami watykańskimi, ile z kurią diecezji rzymskiej, to są dwa odrębne organizmy. Kuria watykańska jest niejako zespołem urzędów, które wspomagają działalność Ojca Świętego jako Pasterza Kościoła powszechnego, dotyczą działalności Kościoła na całym świecie. Natomiast kuria diecezjalna jest zespołem urzędów, które pomagają Ojcu Świętemu w jego pracy duszpasterskiej jako biskupa Rzymu. Ojciec Święty Jan Paweł II miał bardzo silną świadomość swojego powołania biskupiego i kilkakrotnie powtarzał, że jest papieżem, ponieważ jest biskupem Rzymu. A zatem jego zainteresowanie diecezją rzymską było bardzo silne. On przyszedł do Rzymu jako pasterz kościoła krakowskiego, a więc tym sercem duszpasterskim, z otwartością na problemy zwykłych ludzi, których spotykał na co dzień w swojej pracy w diecezji krakowskiej. Całą tą miłość, życzliwość, hojność posługi przeniósł na diecezję rzymską i muszę powiedzieć, że rzeczywiście Rzymianie bardzo go pokochali i bardzo go przyjęli jako swojego biskupa. Cenili sobie tę jego życzliwość i te spotkania. A te spotkania, jak pamiętamy, odbywały się w sposób bardzo bezpośredni, i nie było to tylko urzędowanie biskupa z katedry czy z kurii. On jako pasterz diecezji rzymskiej odwiedził praktycznie prawie wszystkie parafie, spotykając się z milionami ludzi, rozmawiając z różnymi wspólnotami, grupami parafialnymi, tak jak to robi każdy biskup odwiedzając swoją diecezję. I dlatego Rzymianie zachowują bardzo głęboko w sercu wdzięczność dla Boga za dar takiego papieża, takiego papieża, takiego pasterza.

Moje spotkanie z Janem Pawłem II właśnie odbywało się w ramach tej rzeczywistości diecezji rzymskiej. Ja przyjechałem do Rzymu w 1985 roku, wysłany przez ówczesnego biskupa diecezji chełmińskiej, mojego śp. biskupa Mariana Przykuckiego, gdyż to on mnie wysłał do Rzymu i po dokonaniu mojej formacji filozoficznej w seminarium w Pelplinie kontynuowałem ją w seminarium rzymskim. Seminarium było, jak Ojciec Święty Jan Paweł II często powtarzał, źrenicą jego oka, jako biskupa. Źrenica oka biskupa, to jest seminarium. I on z wielką radością przychodził do seminarium rzymskiego każdego roku na Święto Madonny della Fiducia, która jest patronką seminarium rzymskiego. Uczestniczył z nami w modlitwach i zatrzymywał się z nami na kolacji tego dnia. Był z nami po prostu, jak nasz ojciec, jak nasz biskup, jak papież był z nami. I to był taki bardzo piękny moment tego spotkania. Potem my jako seminarium mieliśmy okazje składać rewizytę nawiedzając Watykan w dniu Św. Karola Boromeusza, aby złożyć życzenia imieninowe Ojcu Świętemu. Ale poza tymi spotkaniami okazjonalnymi nie brakowało również innych spotkań.

Pamiętam bardzo piękne spotkanie w okresie Bożego Narodzenia, kiedy nie mogąc wyjechać do Polski, jeszcze jako seminarzysta, nie mogąc wyjechać do Polski na święta zamieszkaliśmy z kolegą, również seminarzystą z Polski, w kolegium polskim, i któregoś dnia zadzwonił telefon do kolegium. Ojciec Święty zapragnął nas mieć wszystkich u siebie w domu na łamaniu się opłatkiem i śpiewaniu kolęd. Był to moment niezwykle piękny, rodzinny, bardzo nieformalny, przeżywany przez Ojca Świętego z wielką radością i naszą radością z nim dzieloną. Tak samo, jak dzieliliśmy się i opłatkiem i wspólnie jedliśmy słodycze, które przygotowały siostry.

Każde spotkanie z Ojcem Świętym było spotkaniem z człowiekiem bardzo rodzinnym, bardzo ciepłym, bardzo serdecznym. I jest to jakiś taki niezwykły znak, przecież on jako, z punktu widzenia ludzkiego, swojej historii, swojego człowieczeństwa, urodził się, wyrósł w rodzinie kochającej się, ale pamiętajmy, że już jako małe dziecko, 9-letni chłopiec stracił matkę. Bardzo szybko później, stracił również swojego brata, lekarza, Edmunda.  Pozostał on tylko z ojcem, i w wieku 20 lat stracił również ojca, więc już jako młodzieniec 20-letni pozostał bez jakiegoś takiego odniesienia rodzinnego, a całe ciepło, serdeczność, życzliwość, gest otwartych rąk, serce ojcowskie, okazywał przy każdym spotkaniu, czy było to spotkanie formalne, czy nieformalne, emanowało z niego ciepło i ojcostwo.

- I jeszcze na koniec może, jakieś specjalne posłanie dla emigrantów żyjących w Stanach Zjednoczonych, dla Polaków.

- Ja myślę, że osobiście to bardzo prosiłbym o pamięć modlitewną. Proces beatyfikacyjny, to nie jest tylko kwestia prawa, dokumentów, badania, ale jest to przede wszystkim Boże Dzieło, które dokonuje się poprzez ludzkie działanie, także bardzo potrzeba i światła Ducha Świętego i mocy płynącej z góry dla tych, którzy prowadzą ten proces, ale przede wszystkim, zwłaszcza w tym okresie, kiedy oczekujemy na kanonizację, ja myślę, że potrzeba intensyfikacji modlitwy, ponieważ Bóg odpowiada poprzez swoich świętych na modlitwę ludu bożego, także to jest taka osobista moja wielka prośba.

A druga, takie przesłanie, jeżeli można, to wydaje mi się, że dla nas, którzy żyjemy, bo i ja żyję poza granicami Polski, istotną rzeczą jest świadomość własnej tożsamości, tym kim jesteśmy, tym gdzie są nasze korzenie i źródło naszej tożsamości. Takim wspomnieniem Jana Pawła II i miejscem, gdzie odnajdujemy naszą tożsamość to była Częstochowa. Kana Galilejska Narodu Polskiego, przesłanie Matki Bożej poprzez to miejsce: Słuchajcie i czyńcie to, co powie wam Syn. Myślę, że tutaj, przez wstawiennictwo Jana Pawła II mamy drogowskaz bardzo wyraźny, gdzie być zakorzenieni, pamiętać o tym kim jesteśmy, a równocześnie ubogacając się w łasce i w tym co jest dobrem ludzkim, mądrością ludzką, móc dawać nasz osobisty wkład, bardzo osobisty, jednoznaczny, wyraźny, polski w tę rzeczywistość, w którą Pan Bóg nas powołał, abyśmy służyli, świadczyli.

- Prosimy o błogosławieństwo. Dziś obecny był z nami ks. Prałat Sławomir Oder, postulator procesu kanonizacyjnego Jana Pawła II, który przybył do nas z Rzymu.

- Bóg zapłać serdeczny. Szczęść Boże. Niech was błogosławi Bóg wszechmogący, Ojciec i Syn i Duch Święty.

 

Rozmawiał O. Bartłomiej Marciniak, OSPPE

 

 

 

 
< Prev   Next >