|
Posłuchaj nagrania rozmowy z ks. dr Prałatem Sławomirem Oderem z Rzymu
Drodzy Radiosłuchacze Głosu
z Amerykańskiej Częstochowy,
Wśród różnych pielgrzymów,
którzy przybywają do naszego sanktuarium mamy dziś niezwykłego gościa, który
przybył prosto z Watykanu, jest nim ks. Prałat Sławomir Oder, Prezes Trybunału
Apelacyjnego przy Kurii Rzymskiej orzekających sprawy ważności małżeństwa, ale
dla nas, szczególnie Polaków znany jest ks. Prałat Sławomir Oder jako
postulator, wcześniej procesu beatyfikacyjnego, a teraz procesu kanonizacyjnego
Jana Pawła II. To pielgrzym, który przybył do Amerykańskiej Częstochowy.
Oddajemy głos ks. Sławomirowi.
- Pozdrawiam serdecznie z
tego miejsca tak bliskiego sercu wszystkim Polakom mieszkającym w Ameryce, a
przez związek ze sobą Matki Bożej, wszystkim Polakom.
Z całą pewnością,
przybywając do Ameryki w duchu pielgrzymkowym, nie można przejść obojętnie obok
tego miejsca, które było bliskie również sercu Jana Pawła II. Co prawda nie
przybył on tu nigdy jako papież, był tu jednak jako kardynał, jako biskup,
kiedy uczestniczył w Kongresie Eucharystycznym.
Każde miejsce związane z
osobą Maryi było bliskie sercu Jana Pawła II. Mówi się, że kiedy został
biskupem Krakowa, zawarł z Matką Bożą układ, pakt: Odwiedzę tyle sanktuariów
ile seminarzystów poślesz do mojego seminarium. I podobno od tego dnia seminarium
krakowskie zapełniło się powołaniami i
były jak wiadomo liczne, jedne z najliczniejszych seminariów w Polsce. Ale też
w pielgrzymkach Ojca Świętego nigdy nie brakowało miejsc związanych z osobą
Maryi. Pielgrzymował do wszystkich Sanktuariów Maryjnych. Jeden ze świadków,
osoba bliska Ojcu Świętemu, mówiąc o jego relacji z Maryją, mówił, że patrzył
on na świat oczyma Maryi. I wydaje mi się, że to jest taka piękna definicja i
klucz do zrozumienia jego duchowości maryjnej, która była duchowością pielgrzyma.
Z Maryją ku Chrystusowi. Cieszę się bardzo z tej obecności tutaj i z możliwości
przeżycia spotkania z Matką w miejscu, które nawiązuje do tego miejsca, które
Ojciec Święty nazwał w Polsce Kaną Galilejską naszego Narodu.
- Księże Prałacie, sprawa w
przygotowaniu do tego wielkiego momentu jakim była beatyfikacja Jana Pawła II,
a teraz kanonizacja, to bardzo poważna praca, a zarazem wielkie zadanie nie
tylko dla ks. Prałata, odpowiedzialnego za ten proces przygotowania, ale dla
całej kurii. Czy ks. Prałat mógłby powiedzieć kilka słów na temat samej tej
pracy w przygotowaniu do tej kanonizacji.
- Rzeczywiście jest to
bardzo ogromna praca, duży wysiłek, nie mniej jednak praca związana z osobą tak
wielką jak Jan Paweł II jest z całą pewnością tym co kompensuje i zmęczenie, i
stres, i wysiłek. Sam proces beatyfikacyjny, jak wiadomo, rozpoczął się bardzo
szybko po śmierci Ojca Świętego. Przekonanie Ludu Bożego o świętości zmarłego
papieża zostało wyrażone przede wszystkim napływem milionów pielgrzymów na jego
pogrzeb i do Rzymu w dniach poprzedzających pogrzeb Ojca Świętego. Był to taki
bardzo wyraźny znak, który Lud Boży dawał wobec świata swojego przekonania, że
ten który odszedł do domu Ojca, był człowiekiem świętym. Każdy proces
beatyfikacyjny ma swój punkt wyjścia, którym jest właśnie owo przeświadczenie
ludu bożego o świętości, tzw. opinia świętości. To właśnie ta opinia świętości
dała początek całemu procesowi, który skonkretyzował się w decyzji Ojca
Świętego Benedykta XVI w udzieleniu dyspensy od pięciu lat oczekiwania na
rozpoczęcie procesu. Po tej dyspensie, którą Ojciec Święty sam ogłosił
Kościołowi w czasie spotkania z kapłanami diecezji rzymskiej w bazylice Św.
Jana na Lateranie 13 maja 2005 roku, bardzo szybko została powołana komisja
diecezjalna, której zadaniem było zebranie materiałów, przesłuchanie świadków
procesowych. Ten proces odbywał się bardzo szybko, a takim drogowskazem na tej
drodze procesowej były słowa, które wypowiedział Ojciec Święty Benedykt XVI:
Pracujcie szybko, ale pracujcie dobrze, aby nie można było mieć do tego procesu
żadnego zastrzeżenia. Dzięki Bogu, tak jak powiedziałem, ten proces mógł
przebiegać szybko, sprawnie, z zachowaniem wszelkich reguł i rygorów
procesowych. A więc, takim znakiem, którego Kościół wymaga dla potwierdzenia
swojej pracy i przeświadczenia o świętości jest Boża pieczęć w postaci cudu. Ten
cud również został dany przez Boga bardzo szybko, bo już w kilka miesięcy po
śmierci Ojca Świętego nastąpił wypadek, który później był przedmiotem studium w
ramach procesu i Kościół uznał go jako wydarzenie nie posiadające wytłumaczenia
z punktu widzenia nauki ludzkiej przypisywane wstawiennictwu Jana Pawła II,
uzdrowienie francuskiej zakonnicy z choroby Parkinsona. A więc ten proces
przebiegał szybko i przebiegał w taki sposób, że no właśnie, przed rokiem
Ojciec Święty Benedykt XVI mógł wyrazić w imieniu całego Kościoła wdzięczność
Bogu za dar nowego błogosławionego. 1 maja 2011 roku, na Placu Świętego Piotra
powtórzył się ten cud zgromadzenia Kościoła, który wielbił Boga za dar
świętości Jana Pawła II.
- Jan Paweł II -
błogosławiony, ten proces bardzo szybko nastąpił, usłyszeliśmy te słowa
Benedykta XVI, a proces w przygotowaniu do kanonizacji.
- Warunkiem sine qua non, aby można było przystąpić
do kanonizacji jest stwierdzenie nowego cudu. Z całą pewnością, osobą i jedynym
protagonistą w tym procesie, tym który da znak, że czas jest dojrzały i
nadszedł, jest Pan Bóg, bo to ON daje ten znak. Ja muszę powiedzieć, że od
chwili beatyfikacji nieustannie do biura postulatora napływają liczne
zgłoszenia łask, i kilka z tych łask ma znamiona pozwalające przypuszczać, że
można by rozpocząć proces o stwierdzenie nowego cudu. Na dzień dzisiejszy mogę
powiedzieć tylko tyle, że ze względu na charakter tych sygnalizacji poprosiłem
o dokumentację, która będzie mi dostarczona i dogłębne zbadanie dokumentacji
lekarskiej tych przypadków pozwoli na ewentualne rozpoczęcie procesu, który
zostanie przedstawiony pod osąd Kościoła dla stwierdzenia ewentualnego cudu i
możliwości przejścia do kanonizacji.
- Czy ten proces zawsze,
przy różnych kandydatach do kanonizacji jest automatyczny, że akurat już jest
błogosławiony i oczekujemy na jego kanonizację, czy to są znaki od Pana Boga,
oczywiście jak ks. Prałat nam powiedział, ale czy jest to w jakiś sposób, że
każdy błogosławiony ma być kanonizowany.
- Musimy pamiętać o tym, że
rozróżnienie między błogosławionym a świętym ma charakter powiedziałbym ludzki,
duszpasterski, ma swoje uzasadnienie, może dzisiaj mniej czytelne dla Kościoła,
aniżeli było to jeszcze przed kilkunastu, czy jeszcze kilkudziesięciu laty.
Zasadnicza różnica między błogosławionym a świętym polega na tym, że kult
błogosławionego ograniczony jest lokalnie do miejsca, które było związane z jego
życiem, z jego działalnością, a więc była to diecezja czy kraj, czy kontynent.
Natomiast święty przedstawiany jest jako wzór dla całego Kościoła powszechnego.
Nie ma natomiast różnicy w sensie jakości świętości. Ktoś, kto jest uznany za
błogosławionego jest tym, który ogląda chwałę Boga, jest wobec Boga, i
stwierdzenie świętości nie stanowi o przejściu hierarchii w niebie, o pójściu
gdzieś bliżej czy wyżej w tej hierarchii świętych. Ktoś kto jest błogosławionym
jest po prostu świętym. A zatem jeżeli rozpoczyna się proces beatyfikacji to
jest to proces, którego naturalnym zakończeniem jest kanonizacja.
- Spotkania z błogosławionym Janem Pawłem II w
tej posłudze jaką czynił ksiądz wcześniej już w Rzymie, na Watykanie, kiedy
Ojciec Święty Jan Paweł II żył. Może powie coś ksiądz o osobistym doświadczeniu
w spotkaniu z Janem Pawłem II.
- Ja muszę powiedzieć, że
moja praca, moja obecność w Rzymie jest związana nie tyle z kurią watykańską, z
urzędami watykańskimi, ile z kurią diecezji rzymskiej, to są dwa odrębne
organizmy. Kuria watykańska jest niejako zespołem urzędów, które wspomagają
działalność Ojca Świętego jako Pasterza Kościoła powszechnego, dotyczą
działalności Kościoła na całym świecie. Natomiast kuria diecezjalna jest
zespołem urzędów, które pomagają Ojcu Świętemu w jego pracy duszpasterskiej
jako biskupa Rzymu. Ojciec Święty Jan Paweł II miał bardzo silną świadomość
swojego powołania biskupiego i kilkakrotnie powtarzał, że jest papieżem,
ponieważ jest biskupem Rzymu. A zatem jego zainteresowanie diecezją rzymską
było bardzo silne. On przyszedł do Rzymu jako pasterz kościoła krakowskiego, a
więc tym sercem duszpasterskim, z otwartością na problemy zwykłych ludzi,
których spotykał na co dzień w swojej pracy w diecezji krakowskiej. Całą tą
miłość, życzliwość, hojność posługi przeniósł na diecezję rzymską i muszę
powiedzieć, że rzeczywiście Rzymianie bardzo go pokochali i bardzo go przyjęli
jako swojego biskupa. Cenili sobie tę jego życzliwość i te spotkania. A te
spotkania, jak pamiętamy, odbywały się w sposób bardzo bezpośredni, i nie było
to tylko urzędowanie biskupa z katedry czy z kurii. On jako pasterz diecezji
rzymskiej odwiedził praktycznie prawie wszystkie parafie, spotykając się z
milionami ludzi, rozmawiając z różnymi wspólnotami, grupami parafialnymi, tak
jak to robi każdy biskup odwiedzając swoją diecezję. I dlatego Rzymianie
zachowują bardzo głęboko w sercu wdzięczność dla Boga za dar takiego papieża,
takiego papieża, takiego pasterza.
Moje spotkanie z Janem
Pawłem II właśnie odbywało się w ramach tej rzeczywistości diecezji rzymskiej.
Ja przyjechałem do Rzymu w 1985 roku, wysłany przez ówczesnego biskupa diecezji
chełmińskiej, mojego śp. biskupa Mariana Przykuckiego, gdyż to on mnie wysłał
do Rzymu i po dokonaniu mojej formacji filozoficznej w seminarium w Pelplinie
kontynuowałem ją w seminarium rzymskim. Seminarium było, jak Ojciec Święty Jan
Paweł II często powtarzał, źrenicą jego oka, jako biskupa. Źrenica oka biskupa,
to jest seminarium. I on z wielką radością przychodził do seminarium rzymskiego
każdego roku na Święto Madonny della
Fiducia, która jest patronką seminarium rzymskiego. Uczestniczył z nami w
modlitwach i zatrzymywał się z nami na kolacji tego dnia. Był z nami po prostu,
jak nasz ojciec, jak nasz biskup, jak papież był z nami. I to był taki bardzo
piękny moment tego spotkania. Potem my jako seminarium mieliśmy okazje składać
rewizytę nawiedzając Watykan w dniu Św. Karola Boromeusza, aby złożyć życzenia
imieninowe Ojcu Świętemu. Ale poza tymi spotkaniami okazjonalnymi nie brakowało
również innych spotkań.
Pamiętam bardzo piękne
spotkanie w okresie Bożego Narodzenia, kiedy nie mogąc wyjechać do Polski,
jeszcze jako seminarzysta, nie mogąc wyjechać do Polski na święta zamieszkaliśmy
z kolegą, również seminarzystą z Polski, w kolegium polskim, i któregoś dnia
zadzwonił telefon do kolegium. Ojciec Święty zapragnął nas mieć wszystkich u
siebie w domu na łamaniu się opłatkiem i śpiewaniu kolęd. Był to moment
niezwykle piękny, rodzinny, bardzo nieformalny, przeżywany przez Ojca Świętego
z wielką radością i naszą radością z nim dzieloną. Tak samo, jak dzieliliśmy
się i opłatkiem i wspólnie jedliśmy słodycze, które przygotowały siostry.
Każde spotkanie z Ojcem
Świętym było spotkaniem z człowiekiem bardzo rodzinnym, bardzo ciepłym, bardzo
serdecznym. I jest to jakiś taki niezwykły znak, przecież on jako, z punktu
widzenia ludzkiego, swojej historii, swojego człowieczeństwa, urodził się,
wyrósł w rodzinie kochającej się, ale pamiętajmy, że już jako małe dziecko,
9-letni chłopiec stracił matkę. Bardzo szybko później, stracił również swojego
brata, lekarza, Edmunda. Pozostał on tylko
z ojcem, i w wieku 20 lat stracił również ojca, więc już jako młodzieniec
20-letni pozostał bez jakiegoś takiego odniesienia rodzinnego, a całe ciepło,
serdeczność, życzliwość, gest otwartych rąk, serce ojcowskie, okazywał przy
każdym spotkaniu, czy było to spotkanie formalne, czy nieformalne, emanowało z
niego ciepło i ojcostwo.
- I jeszcze na koniec może,
jakieś specjalne posłanie dla emigrantów żyjących w Stanach
Zjednoczonych, dla Polaków.
- Ja myślę, że osobiście to
bardzo prosiłbym o pamięć modlitewną. Proces beatyfikacyjny, to nie jest tylko
kwestia prawa, dokumentów, badania, ale jest to przede wszystkim Boże Dzieło,
które dokonuje się poprzez ludzkie działanie, także bardzo potrzeba i światła
Ducha Świętego i mocy płynącej z góry dla tych, którzy prowadzą ten proces, ale
przede wszystkim, zwłaszcza w tym okresie, kiedy oczekujemy na kanonizację, ja
myślę, że potrzeba intensyfikacji modlitwy, ponieważ Bóg odpowiada poprzez
swoich świętych na modlitwę ludu bożego, także to jest taka osobista moja
wielka prośba.
A druga, takie przesłanie,
jeżeli można, to wydaje mi się, że dla nas, którzy żyjemy, bo i ja żyję poza
granicami Polski, istotną rzeczą jest świadomość własnej tożsamości, tym kim
jesteśmy, tym gdzie są nasze korzenie i źródło naszej tożsamości. Takim
wspomnieniem Jana Pawła II i miejscem, gdzie odnajdujemy naszą tożsamość to była
Częstochowa. Kana Galilejska Narodu Polskiego, przesłanie Matki Bożej poprzez
to miejsce: Słuchajcie i czyńcie to, co powie wam Syn. Myślę, że tutaj, przez
wstawiennictwo Jana Pawła II mamy drogowskaz bardzo wyraźny, gdzie być
zakorzenieni, pamiętać o tym kim jesteśmy, a równocześnie ubogacając się w
łasce i w tym co jest dobrem ludzkim, mądrością ludzką, móc dawać nasz osobisty
wkład, bardzo osobisty, jednoznaczny, wyraźny, polski w tę rzeczywistość, w
którą Pan Bóg nas powołał, abyśmy służyli, świadczyli.
- Prosimy o
błogosławieństwo. Dziś obecny był z nami ks. Prałat Sławomir Oder, postulator
procesu kanonizacyjnego Jana Pawła II, który przybył do nas z Rzymu.
- Bóg zapłać serdeczny.
Szczęść Boże. Niech was błogosławi Bóg wszechmogący, Ojciec i Syn i Duch
Święty.
Rozmawiał O. Bartłomiej Marciniak, OSPPE
|