Każdy z nas nosi w sobie tysiące pytań. Co więcej, człowieka, czyli każdego z
nas - można „zdefiniować" jako istotę, która stawia pytania. To poszukiwanie
nadaje kierunek naszemu życiu, a od znalezienia odpowiedzi zależy nasz sens.
W Ewangelii Jana często powtarzają się pytania skąd? i dokąd? Oto niepokój człowieka,
który chce znać kierunek, w jakim zmierzamy. Ewangelia Jana - dając świadectwo
tych pytań i poszukiwań - przynosi jednocześnie pokój i pewność: znacie drogę -
odpowiada Jezus. Celem, do którego zmierzamy i zarazem sensem życia jest
przebywanie w mieszkaniu Boga... Nieustanna troska o nasze domy, nasze
mieszkania... umeblowanie, zabezpieczenie, piękno, a jaką powierzchnię w moim
domu, mieszkaniu zajmuje sam Bóg... Jego znak w moim domu...? Jak po moim
pielgrzymowaniu, moim życiu tutaj na ziemi będzie wyglądało moje mieszkanie w
niebie?
Perykopa dzisiejszej Ewangelii rozpoczyna się od słów
zapraszających do wiary: wierzycie w Boga? To zaproszenie, aby zobaczyć Ojca, aby zaspokoić wszystkie nasze deficyty
egzystencjalne, każdy głód, każde pragnienie, każde oczekiwanie, wszelką
nadzieję. Filip powiedział słowa, które wydobył z najgłębszego dna w sercu. Wszyscy
ogromnie pragniemy doznać czegoś takiego w życiu, co by nas absolutnie i na
zawsze zaspokoiło. Większość z nas szuka zaspokojenia w alkoholu,
seksie, narkotykach, biznesie, zaszczytach, obżeraniu się, internecie,
pornografii, medytacjach transcendentalnych, kryształach, astrologii,
buddyzmie, nakłuwaniu ciała igłami akupunktury, uspokajaniu się wahadełkiem,
jogą lub wróżbami, wieszaniu sobie na ścianie portretów Harrego Pottera lub
Madonny. Ale czy to zapokoi nasze dusze, czy to wszystko uspokoi nasze serca?
Zupełnie nie - często wprowadzi jeszcze większy niepokój!
A modlitwa, adoracja,
właściwie przeżyta Eucharystia, spowiedź - pamiętasz jak wtedy się czujesz...
jaki masz pokój, lekkość i radość... Wtedy dopiero słowa Bł. Jana Pawła II zaczynają być myślą przewodnią
ludzi żyjących w trzecim tysiącleciu - wypłyń
na głębię, które nie będą sloganem, teorią, ale zaproszeniem i
zobowiązaniem do wejścia w głęboką jedność z Jezusem.
Człowiek nosi w sobie wreszcie pytanie nie tylko o
samego siebie, ale pyta także o wspólnotę. Szuka wspólnoty, a kiedy odnajdzie
ją, pyta o jej definicję. Do jakiej grupy należę? Święty Piotr w dzisiejszym
drugim czytaniu odpowiada: Wy jesteście wybranym plemieniem, królewskim
kapłaństwem, narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym. Nie
należymy do jakiejś socjologicznie określonej grupy. Należymy do Kościoła -
wspólnoty wiary, związanej z Bogiem przez Jezusa. Nasze spojrzenie na Kościół
jest często - niestety - podobne do tego, jakie mamy w odniesieniu do wiary. Za
mało jest w tym spojrzeniu odniesienia do żyjącego Boga, który stanął między
nami - we wspólnocie, przez swojego Syna.
Jako ludzie nieustannie szukamy grup, grupeczek, kółek
wzajemnej adoracji... nieustannie szukamy potwierdzenia naszej tożsamości w
układach i przynależnościach, a nie w Jezusie... A przecież niezmiernie ważne jest to dla
naszego stanu miłości do Boga, czy jesteśmy w Niego zapatrzeni, czy też tylko
uznajemy obojętnie Jego istnienie, zezując na idoli tego świata. Nikt z nas nie
musi się zastanawiać, gdzie zobaczyć twarz Boga - to oblicze Chrystusa. Bóg
jest ludzki i daje się kochać, i naprawdę można Go dostrzec. Oblicze Jezusa to
nie tylko ikona, to przede wszystkim słowa... to wydarzenia... to ludzie... to
widać! Zatem, czy dostrzegasz w słowach Biblii oczy Ojca, które patrzą na
ciebie? Czy dostrzegasz w swoim życiu, że jesteś strzeżony jak źrenica w oczach
Boga?
Bóg bowiem potrafi
dostrzec ciebie nawet wtedy, gdy wydaje ci się, że nie jesteś godny zauważenia
przez kogokolwiek. Bóg widzi w tobie to, czego w sobie nienawidzisz. Widzi i
dalej kocha!
Jedność
z Jezusem sprawia, że uczymy się od Niego przenikliwości spojrzenia na nas
samych, na innych, na świat. Im bardziej wpatrujemy się w oczy Boga, tym
lepiej widzimy nie tylko Jego miłość, ale też braki naszej miłości. To
poznanie siebie samych korzy nas przed obliczem Najwyższego. Bóg nie wycofał
miłości do nas, mimo że dostrzega w nas nędzę, bałwochwalstwo, żądzę, kłamstwo,
obłudę, chciwość, pazerność, mściwość. Bo Bóg kocha nas nawet wtedy, gdy my od
Niego odchodzimy, uciekamy, wyrzucamy Go z naszego życia... Kiedy mamy w
naszych mieszkaniach, nie tylko tych fizycznych, ale nade wszystko w
mieszkaniach naszych serc wszystko i wszystkich tylko NIE JEGO... A On i tak
wszystko czego dokonał, wszystko co uczynił i przez wszystko przez co przeszedł
tutaj na ziemi uczynił po to, abyś TY i JA ... abyśmy mogli mieć kiedyś
najpiękniejsze mieszkanie, najbardziej ekskluzywny aparatament jakim jest
NIEBO...
O. Dominik
Libiszewski OSPPE
|