|
Nowy Rok, nowy czas... styczeń to w paulińskim zakonie miesiąc, kiedy Bóg
zaprasza nas do pochylenia się nad tajemnicą ojców pustyni, w szczególny sposób
do uroczystości św. Pawła Pierwszego Pustelnika, którą co roku przeżywamy 15
stycznia. Cały pauliński zakon przygotowuje się poprzez nowennę, dzień
skupienia, post do najważniejszej naszej zakonnej uroczystości. Dla mnie
osobiście jest to czas szczególny, gdyż Bóg pozwolił mi przyjść na świat w dniu
narodzin dla nieba naszego patriarchy (o
czym dowiedziałem się dopiero będąc w nowicjacie)...
Zobacz co roku, przed tym, gdy zaczynają bić zegary o północy cały
świat zaczyna hałasować, krzyczeć, napełniać się zgiełkiem i szumem. Przyczyną
tego jest strach. Strach przed tym, aby nie usłyszeć bicia zegarów, tego
bezlitosnego dźwięku losu, w ciszy i samotności. Jedno uderzenie, drugie,
trzecie i tak bezlitośnie miarowo, strasznie, do końca... jak bicie ludzkiego
serca, tak więc istnieją dwa bardzo głębokie i niezniszczalne bieguny ludzkiej
świadomości - strach i szczęście, przerażenie i marzenie. Może dlatego, że tak
często jako ludzie, jako zakonnicy czujemy się samotni...
Bardzo często wydaje
nam się, że żyjemy wśród ludzi. Cały czas w tłumie - w pracy, sklepie, na
ulicy, w klasztorze... Mijamy mnóstwo osób, idąc do pracy, na spacer, mijamy
kolejne twarze w duszpasterstwie. Teoretycznie z każdym możemy porozmawiać,
każdego zagadnąć. A jednak. Są w życiu
takie sytuacje, kiedy anonimowy tłum zlewa się w niewyraźną masę,
koledzy, znajomi, parafianie i pielgrzymi nagle znikają, każdy zajęty swoimi
sprawami. Każdy ma swoje życie. A Ty zostajesz sam. Zupełnie sam. I kompletnie
nie masz pojęcia, co z tym zrobić. Chciałoby się do kogoś odezwać, zadzwonić,
pogadać - nic z tego. Każdy zajęty swoimi sprawami. Samotność - jedna z
najstraszniejszych sytuacji, w jakich możemy się znaleźć. Nie ma chyba
człowieka, który by przez całe swoje życie ani razu, nawet przez moment, nie
poczuł się samotny i opuszczony. Niektórzy po prostu nauczyli się radzić sobie
z tym problemem, w jakiś sposób go pokonywać - wymyślają sobie kolejne
obowiązki i pracują, żeby nie myśleć. Inni pozwalają się „ogłupiać" przez
kolejne seriale, filmy, bezproduktywne patrzenie w telewizor. Jeszcze inni
słuchają muzyki. Byle zagłuszyć ciszę. Byle odsunąć od siebie świadomość, że
jesteśmy sami, nikomu niepotrzebni. Zdarza się nawet, że to się udaje, ale
tylko na krótki czas. Samotność wraca - i dopada w najmniej spodziewany sposób.
Potrafi sprawiać dotkliwy ból - zarówno fizyczny jak i psychiczny. Powoduje
przygnębienie, rozpacz, strach - tak wielki, że dla jego uniknięcia zdarza się
popełniać największe głupoty. Niedawno nawet samotność stała się modna. „Na
topie" jest bycie singlem - od wszystkich niezależnym, samowystarczalnym,
nieomylnych, wszechwiedzących w wielu aspektach.
W każdym z nas pojawia się tęsknota za drugą osobą, towarzyszem życia,
który będzie z nami nie tylko wtedy, kiedy jest dobrze, ale również wówczas,
gdy dzieje się źle, kiedy jest ciężko, kiedy tak bardzo potrzebujemy pomocnej
dłoni, uśmiechu, silnego uścisku i wsparcia. Zwłaszcza wtedy odczuwamy ten
kłujący ból - ból samotności. Na szczęście ten rodzaj bólu nie jest trudny do
opanowania - wystarczy drugi człowiek, współbrat jego uśmiech, wsparcie, miłe
słowo - a dolegliwości znikają, jednak pod pewnym warunkiem - my nie możemy się
zaskorupiać w naszej samotności, nie wolno nam zamknąć się w czterech ścianach
i rozpaczać nad swoim losem. Trzeba się otworzyć na drugiego człowieka, wyjść z
domu, wyjść z zakonnej celi, zaufać, przebaczyć, dać kolejną szansę. Tylko
dlaczego to jest takie trudne...?
„Bracia ode mnie uciekli,
znajomi stronią ode mnie, najbliżsi zawiedli i domownicy, zapomnieli o mnie
goście mego domu" (Hi 19,13-15). Ta sytuacja z Księgi Hioba znana jest zapewne bardzo wielu. Jako
szczęśliwi, zdrowi, „ludzie sukcesu", którym się powodzi, otaczamy się
przyjaciółmi, znajomymi. Wszyscy chcą przebywać w naszym towarzystwie. Gorzej,
kiedy coś się zaczyna psuć, pojawia się jakiś problem, choroba, tracimy pracę
lub po prostu się starzejemy. Wówczas przestajemy być atrakcyjni, weseli,
uśmiechnięci. Zostajemy sami, jak Hiob, odczuwając jedynie pustkę,
rozgoryczenie, osamotnienie i żal. Ludzie często boją się, odsuwają, odchodzą...
Dlatego może warto zapatrzeć się w św. Pawła Pierwszego Pustelnika, Ojca
Paulińskiego Zakonu... młody chłopak, wydany przez szwagra... ucieka, aby nie
zgubić tego co najcenniejsze w jego sercu - Boga. My robimy inaczej... uciekamy
od Boga, szukając czegoś dla siebie... a pustka, samotność jeszcze bardziej się
pogłębia...
Gdy
zostajemy sami ze swoim cierpieniem, próbujemy rozmawiać z Bogiem, żeby Jemu
pokazać i ofiarować nasze cierpienie. Jednak Bóg przemawia w naszym wnętrzu
bardzo cichutko, nie zawsze da się go od razu usłyszeć, więc wydaje się nam, że
On również milczy i odsunął się od nas, nieudaczników i nieszczęśników, będąc
gdzieś daleko i wysoko nie rozumie ludzkiego cierpienia, nie wie, co to ból.
Otoczony wojskiem aniołów nie zna uczucia samotności. Nic bardziej mylnego... Św.
Paweł z Teb odnalazł Boga w zaciszu swojego serca i nie chciał wracać... ktoś
powie, że tak wygodniej... może i tak, ale czy nie lepiej żyć z dala od świata z
Bogiem w sercu, niż bez Boga w huku i zgiełku świata czując się coraz bardziej
samotnym, nieszczęśliwym i zagubionym, mając poczucie kolejnego bezsensu. Bł.
Jan Paweł II powiedział kiedyś do młodych, że odnaleźć Boga w swoim sercu to
skończyć z pustką i osamotnieniem w zabieganym świecie.
Zobacz,
Jezus Chrystus przeżył też taki moment, że zostawili go wszyscy. Nie czuł nawet
obecności Ojca, więc może być towarzyszem dla kogoś, kto również przeżywa ból
samotności. W najtrudniejszych chwilach Jego życia został sam, opuścili go
uczniowie, apostołowie, najbliższy przyjaciel - Piotr - zaparł się Go
trzykrotnie. Umierając na krzyżu wołał „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie
opuścił?" - to, co ma ochotę zawołać każdy, kto doświadcza bólu samotności i
cierpienia. On nie chciał być Bogiem
patrzącym z góry na ludzkie cierpienia i słabości. Chciał być blisko nas,
dzielić z nami nie tylko radości, ale również ból, samotność i rozpacz. Dlatego
w chwilach największej samotności, „ten ciężar trzeba zrzucić na Tego, który
został ukrzyżowany i wziął na siebie nasze przeszłe, teraźniejsze i przyszłe grzechy,
winy, błędy i wszystkie słabości". Ulga i wewnętrzny pokój przyjdzie - może nie
od razu, ale stopniowo, z czasem.
Często
w naszych głowach i sercach pojawiają się myśli: Czy można uciec przed
samotnością? Czy jest ona naszym nieuniknionym doświadczeniem i bólem? Trudno
powiedzieć. Ucieczka na siłę niewiele pomoże. Zdarza się, że ze strachu przed
samotnością wchodzimy w różne dziwne związki, wiążemy się z ludźmi, których nie
kochamy. Zabieramy się do kosztowania napojów "wyskokowych", innych niebezpiecznych
używek, zaczynamy być podli, sarkastyczni, traktujemy innych jak przedmioty,
wykorzystujemy, kłamiemy, niszczymy... Czy to pomaga? Niekoniecznie. Raczej może
się stać przyczyną jeszcze większego bólu, cierpienia i tragedii.
Samotność
nigdy nie może być celem samym w sobie, gdyż jest wówczas zawsze czymś złym,
tak jak złem jest każde cierpienie. Samotność stanowi wartość tylko wtedy, gdy
służy dobru innych, prowadzi do wspólnoty z Bogiem i ludźmi, tak jak
zaprowadziła św. Pawła Pierwszego Pustelnika w ramiona miłującego Boga... tak jak
może prowadzić nas ludzi XXI wieku; świeckich i zakonników, aby zobaczyć sens
wielu naszych doświadczeń... aby przewartościować swoje życie, aby w tajemnicy
samotności i osamotnienia, którą może przeżywamy otoczeni ludźmi, pielgrzymami,
parafianami, mnichami rozpoznać zaproszenie do kolejnego kroku... zaprzyjaźniania
się z Jezusem, upodobniania się do Niego, czekania na wszystko za nic,
otwierania swojego serca na innych, jeszcze gorliwszej modlitwy za tych co
niszczą, prześladują... I szukania tego co najcenniejsze, tego Który powinien być
najważniejszy w "zaciszu" naszych serc... Kolejny raz przez świętych obcowanie,
przez tajemnicę życia świętego Pawła Pierwszego Pustelnika słyszę zaproszenie
abym w piaskach dzisiejszego świata odnajdywał to do czego zaprasza mnie sam
Bóg... abym tak wiele zobaczył oczami św.
Pawła, abym odnalazł pokój własnego serca tak jak uczynił to nasz Ojciec z Teb.
Od Tronu Jasnogórskiej Matki już dzisiaj paulińscy
mnisi zapraszają na niedzielę 15 stycznia 2012 rok, kiedy to podczas Mszy
Świętej o godz. 12:30, będziemy wychwalać Trójjedynego Boga za dar życia i
powołania św. Pawła Pierwszego Pustelnika, kiedy to paulińskim zwyczajem będziemy błogosławić
wszystkie dzieci, kiedy to wraz z Zespołem
Effatha z Nowego Jorku będziemy pochylać się nad tajemnicą okrywania nowego,
Bożego życia we wspólnym kolędowaniu... które chce prowadzić nas tylko w jedną stronę, w stronę nieba, gdzie
nikt z nas nie będzie czuł się osamotniony i zapomniany...
O. Dominik Libiszewski OSPPE
Zdjęcia:
Archiwum z pielgrzymki paulińskich mnichów do klasztoru św. Pawła I Pustelnika
|