Subscribe our Newsletters

Everyday Faith
Wyższe Seminarium Duchowne

Shrine Address

654 Ferry Road
PO Box 2049
Doylestown, PA 18901, USA

Tel. (215) 345-0600
      (215) 345-0601
      (215) 345-0607

Fax (215) 348-2148
info@czestochowa.us

Please make any donation to support The Shrine of Our Lady of Czestochowa.

Enter Amount:

The 2012 National Catholic Bible Conference
W tajemnicy samotności ze św. Pawłem Pierwszym Pustelnikiem Print E-mail

W tajemnicy “samotności” ze św. Pawłem Pierwszym Pustelnikiem Nowy Rok, nowy czas... styczeń to w paulińskim zakonie miesiąc, kiedy Bóg zaprasza nas do pochylenia się nad tajemnicą ojców pustyni, w szczególny sposób do uroczystości św. Pawła Pierwszego Pustelnika, którą co roku przeżywamy 15 stycznia. Cały pauliński zakon przygotowuje się poprzez nowennę, dzień skupienia, post do najważniejszej naszej zakonnej uroczystości. Dla mnie osobiście jest to czas szczególny, gdyż Bóg pozwolił mi przyjść na świat w dniu narodzin dla nieba naszego patriarchy  (o czym dowiedziałem się dopiero będąc w nowicjacie)...

Zobacz co roku, przed tym, gdy zaczynają bić zegary o północy cały świat zaczyna hałasować, krzyczeć, napełniać się zgiełkiem i szumem. Przyczyną tego jest strach. Strach przed tym, aby nie usłyszeć bicia zegarów, tego bezlitosnego dźwięku losu, w ciszy i samotności. Jedno uderzenie, drugie, trzecie i tak bezlitośnie miarowo, strasznie, do końca... jak bicie ludzkiego serca, tak więc istnieją dwa bardzo głębokie i niezniszczalne bieguny ludzkiej świadomości - strach i szczęście, przerażenie i marzenie. Może dlatego, że tak często jako ludzie, jako zakonnicy czujemy się samotni...

Bardzo często wydaje nam się, że żyjemy wśród ludzi. Cały czas w tłumie - w pracy, sklepie, na ulicy, w klasztorze... Mijamy mnóstwo osób, idąc do pracy, na spacer, mijamy kolejne twarze w duszpasterstwie. Teoretycznie z każdym możemy porozmawiać, każdego zagadnąć. A jednak. Są w życiu  takie sytuacje, kiedy anonimowy tłum zlewa się w niewyraźną masę, koledzy, znajomi, parafianie i pielgrzymi nagle znikają, każdy zajęty swoimi sprawami. Każdy ma swoje życie. A Ty zostajesz sam. Zupełnie sam. I kompletnie nie masz pojęcia, co z tym zrobić. Chciałoby się do kogoś odezwać, zadzwonić, pogadać - nic z tego. Każdy zajęty swoimi sprawami. Samotność - jedna z najstraszniejszych sytuacji, w jakich możemy się znaleźć. Nie ma chyba człowieka, który by przez całe swoje życie ani razu, nawet przez moment, nie poczuł się samotny i opuszczony. Niektórzy po prostu nauczyli się radzić sobie z tym problemem, w jakiś sposób go pokonywać - wymyślają sobie kolejne obowiązki i pracują, żeby nie myśleć. Inni pozwalają się „ogłupiać" przez kolejne seriale, filmy, bezproduktywne patrzenie w telewizor. Jeszcze inni słuchają muzyki. Byle zagłuszyć ciszę. Byle odsunąć od siebie świadomość, że jesteśmy sami, nikomu niepotrzebni. Zdarza się nawet, że to się udaje, ale tylko na krótki czas. Samotność wraca - i dopada w najmniej spodziewany sposób. Potrafi sprawiać dotkliwy ból - zarówno fizyczny jak i psychiczny. Powoduje przygnębienie, rozpacz, strach - tak wielki, że dla jego uniknięcia zdarza się popełniać największe głupoty. Niedawno nawet samotność stała się modna. „Na topie" jest bycie singlem - od wszystkich niezależnym, samowystarczalnym, nieomylnych, wszechwiedzących w wielu aspektach.

W każdym z nas pojawia się tęsknota za drugą osobą, towarzyszem życia, który będzie z nami nie tylko wtedy, kiedy jest dobrze, ale również wówczas, gdy dzieje się źle, kiedy jest ciężko, kiedy tak bardzo potrzebujemy pomocnej dłoni, uśmiechu, silnego uścisku i wsparcia. Zwłaszcza wtedy odczuwamy ten kłujący ból - ból samotności. Na szczęście ten rodzaj bólu nie jest trudny do opanowania - wystarczy drugi człowiek, współbrat jego uśmiech, wsparcie, miłe słowo - a dolegliwości znikają, jednak pod pewnym warunkiem - my nie możemy się zaskorupiać w naszej samotności, nie wolno nam zamknąć się w czterech ścianach i rozpaczać nad swoim losem. Trzeba się otworzyć na drugiego człowieka, wyjść z domu, wyjść z zakonnej celi, zaufać, przebaczyć, dać kolejną szansę. Tylko dlaczego to jest takie trudne...?

„Bracia ode mnie uciekli, znajomi stronią ode mnie, najbliżsi zawiedli i domownicy, zapomnieli o mnie goście mego domu" (Hi 19,13-15). Ta sytuacja z Księgi Hioba znana jest zapewne bardzo wielu. Jako szczęśliwi, zdrowi, „ludzie sukcesu", którym się powodzi, otaczamy się przyjaciółmi, znajomymi. Wszyscy chcą przebywać w naszym towarzystwie. Gorzej, kiedy coś się zaczyna psuć, pojawia się jakiś problem, choroba, tracimy pracę lub po prostu się starzejemy. Wówczas przestajemy być atrakcyjni, weseli, uśmiechnięci. Zostajemy sami, jak Hiob, odczuwając jedynie pustkę, rozgoryczenie, osamotnienie i żal. Ludzie często boją się, odsuwają, odchodzą... Dlatego może warto zapatrzeć się w św. Pawła Pierwszego Pustelnika, Ojca Paulińskiego Zakonu... młody chłopak, wydany przez szwagra... ucieka, aby nie zgubić tego co najcenniejsze w jego sercu - Boga. My robimy inaczej... uciekamy od Boga, szukając czegoś dla siebie... a pustka, samotność jeszcze bardziej się pogłębia...

Gdy zostajemy sami ze swoim cierpieniem, próbujemy rozmawiać z Bogiem, żeby Jemu pokazać i ofiarować nasze cierpienie. Jednak Bóg przemawia w naszym wnętrzu bardzo cichutko, nie zawsze da się go od razu usłyszeć, więc wydaje się nam, że On również milczy i odsunął się od nas, nieudaczników i nieszczęśników, będąc gdzieś daleko i wysoko nie rozumie ludzkiego cierpienia, nie wie, co to ból. Otoczony wojskiem aniołów nie zna uczucia samotności. Nic bardziej mylnego... Św. Paweł z Teb odnalazł Boga w zaciszu swojego serca i nie chciał wracać... ktoś powie, że tak wygodniej... może i tak, ale czy nie lepiej żyć z dala od świata z Bogiem w sercu, niż bez Boga w huku i zgiełku świata czując się coraz bardziej samotnym, nieszczęśliwym i zagubionym, mając poczucie kolejnego bezsensu. Bł. Jan Paweł II powiedział kiedyś do młodych, że odnaleźć Boga w swoim sercu to skończyć z pustką i osamotnieniem w zabieganym świecie. 

Zobacz, Jezus Chrystus przeżył też taki moment, że zostawili go wszyscy. Nie czuł nawet obecności Ojca, więc może być towarzyszem dla kogoś, kto również przeżywa ból samotności. W najtrudniejszych chwilach Jego życia został sam, opuścili go uczniowie, apostołowie, najbliższy przyjaciel - Piotr - zaparł się Go trzykrotnie. Umierając na krzyżu wołał „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" - to, co ma ochotę zawołać każdy, kto doświadcza bólu samotności i cierpienia.  On nie chciał być Bogiem patrzącym z góry na ludzkie cierpienia i słabości. Chciał być blisko nas, dzielić z nami nie tylko radości, ale również ból, samotność i rozpacz. Dlatego w chwilach największej samotności, „ten ciężar trzeba zrzucić na Tego, który został ukrzyżowany i wziął na siebie nasze przeszłe, teraźniejsze i przyszłe grzechy, winy, błędy i wszystkie słabości". Ulga i wewnętrzny pokój przyjdzie - może nie od razu, ale stopniowo, z czasem.

Często w naszych głowach i sercach pojawiają się myśli: Czy można uciec przed samotnością? Czy jest ona naszym nieuniknionym doświadczeniem i bólem? Trudno powiedzieć. Ucieczka na siłę niewiele pomoże. Zdarza się, że ze strachu przed samotnością wchodzimy w różne dziwne związki, wiążemy się z ludźmi, których nie kochamy. Zabieramy się do kosztowania napojów "wyskokowych", innych niebezpiecznych używek, zaczynamy być podli, sarkastyczni, traktujemy innych jak przedmioty, wykorzystujemy, kłamiemy, niszczymy... Czy to pomaga? Niekoniecznie. Raczej może się stać przyczyną jeszcze większego bólu, cierpienia i tragedii.

Samotność nigdy nie może być celem samym w sobie, gdyż jest wówczas zawsze czymś złym, tak jak złem jest każde cierpienie. Samotność stanowi wartość tylko wtedy, gdy służy dobru innych, prowadzi do wspólnoty z Bogiem i ludźmi, tak jak zaprowadziła św. Pawła Pierwszego Pustelnika w ramiona miłującego Boga... tak jak może prowadzić nas ludzi XXI wieku; świeckich i zakonników, aby zobaczyć sens wielu naszych doświadczeń... aby przewartościować swoje życie, aby w tajemnicy samotności i osamotnienia, którą może przeżywamy otoczeni ludźmi, pielgrzymami, parafianami, mnichami rozpoznać zaproszenie do kolejnego kroku... zaprzyjaźniania się z Jezusem, upodobniania się do Niego, czekania na wszystko za nic, otwierania swojego serca na innych, jeszcze gorliwszej modlitwy za tych co niszczą, prześladują... I szukania tego co najcenniejsze, tego Który powinien być najważniejszy w "zaciszu" naszych serc... Kolejny raz przez świętych obcowanie, przez tajemnicę życia świętego Pawła Pierwszego Pustelnika słyszę zaproszenie abym w piaskach dzisiejszego świata odnajdywał to do czego zaprasza mnie sam Bóg...  abym tak wiele zobaczył oczami św. Pawła, abym odnalazł pokój własnego serca tak jak uczynił to nasz Ojciec z Teb.

Od Tronu Jasnogórskiej Matki już dzisiaj paulińscy mnisi zapraszają na niedzielę 15 stycznia 2012 rok, kiedy to podczas Mszy Świętej o godz. 12:30, będziemy wychwalać Trójjedynego Boga za dar życia i powołania św. Pawła Pierwszego Pustelnika, kiedy to paulińskim zwyczajem będziemy błogosławić wszystkie dzieci, kiedy to wraz z Zespołem Effatha z Nowego Jorku będziemy pochylać się nad tajemnicą okrywania nowego, Bożego życia we wspólnym kolędowaniu... które chce prowadzić nas tylko w jedną stronę, w stronę nieba, gdzie nikt z nas nie będzie czuł się osamotniony i zapomniany...

 

O. Dominik Libiszewski OSPPE

Zdjęcia: Archiwum z pielgrzymki paulińskich mnichów do klasztoru św. Pawła I Pustelnika

 

 
< Prev   Next >