Pozostańmy we
wzajemnej modlitwie za siebie...
11 września będziemy celebrować 9 rocznice wydarzeń WTC w
Nowym Jorku - będzie to zapewne czas wielu spekulacji, dyskusji, ale my
pragniemy Was zachęcić do modlitwy i uroczystej Mszy Świętej, którą odprawimy w
intencji Wszystkich Ofiar WTC w sobotę 11 września 2010 roku na Manhattanie o
godz. 8:00 PM w Kościele Świętego Stanisława, Biskupa i Męczennika, 101 East
7th Street, New York, NY 10009. Po Mszy św. specjalne nabożeństwo w intencji OFIAR
WTC.
Na ten czas przygotowania do tej wielkiej rocznicy
tamtych wydarzeń niech posłuży nam świadectwo Lidera Wspólnoty Odnowy w Duchu
Świętym „Lew Judy - Leokadii Głogowski, która tamtego pamiętnego dnia tam była...
Kiedy trzy lata temu dostałam propozycję prowadzenia
wycieczek przy Strefie Zerowej, przyjęłam to z wielkim entuzjazmem, ale też z
lekką obawą, czy poradzę sobie.
„Duch Święty nie traci czasu!
Odpowiedział błyskawicznie na moją prośbę o możliwość ewangelizacji" - pomyślałam wówczas.
Kilka dni później znalazłam się na szkoleniu w zakresie prowadzenia
wycieczek. Otrzymałam cały konspekt materiałów dotyczących
historii bliźniaczych wież. Przeczytałam
wszystko z zainteresowaniem i po dwóch próbach
przed 3 osobową komisją zostałam zakwalifikowana do samodzielnego
prowadzenia wycieczek.
Kiedy po raz pierwszy stanęłam przed 20-osobową grupą, moje serce zaczęło
bić z wrażenia w przyspieszonym tempie. Chwilę później, po przedstawieniu się
jako bezpośredni świadek tragedii 11 września, czułam, że wszystkie 20 par oczu
ogarnia mnie ciepłym i bardzo zaciekawionym spojrzeniem. Momentalnie posypały
się pytania: „Czy była pani w tym dniu w wieży?"; „Na którym piętrze pani pracowała?"; „Czy samolot
uderzył poniżej pani piętra czy powyżej?" .....itd. Są to typowe pytania każdej grupy
wycieczkowej, którą prowadzę. Moi
turyści przestają mnie dopiero obrzucać pytaniami, kiedy obiecuję, że za chwilę
opowiem bardzo dokładnie, co przeżyłam 11 września 2001 roku.
Przesuwając się wzdłuż ogrodzenia strefy zerowej, mówię o historii i
budowie World Trade Center, wplatając w moje opowiadanie wiele ciekawostek
związanych z architekturą, procesem konstrukcyjnym, charakterem budowli i
niezwykłymi warunkami pracy w wieżach WTC. Zainteresowanie moich wycieczkowiczów utwierdza mnie w przekonaniu, że
nie mówię zbyt monotematycznie. Prowadzę
moją grupę wycieczkową do budynków World Financial Center. Tu przy marmurowych ławeczkach, z widokiem na
całą strefę zerową, robię najdłuższy postój. Poprzez pryzmat wiary opowiadam o tym, co przeżyłam w tym tragicznym
dniu. Widzę łzy w oczach moich słuchaczy
i to pozwala mi sądzić, że jest na
świecie wiele dobrych ludzi. Mówię o świecie dlatego, ponieważ w każdej
wycieczce, którą prowadzę mam ludzi ze wszystkich kontynentów świata.
Oto kilka świadectw oraz refleksji
ze spotkań podczas oprowadzania wycieczek.
Kiedyś po skończeniu osobistej relacji z przeżyć 11 września
podszedł do mnie mężczyzna, na którego
zwróciłam uwagę w czasie mojej wypowiedzi. Wyglądał według mnie dość zagadkowo. Swoją aparycją przypominał Araba i
z bardzo poważną miną przysłuchiwał się temu, co mówię. Podchodząc do
mnie, wyciągnął rękę i
ściskając moją dłoń powiedział: „Dziękuję za wspaniałe świadectwo
wiary. Jestem księdzem katolickim z Malty i mam w
swojej parafii polską rodzinę, dzięki której miałem okazję być w
Polsce". W tym momencie wymienił miasta jakie zwiedzał:
Częstochowa, Kraków, Poznań. To
prawdziwa radość dla mnie mieć w grupie kapłana. Po chwili podeszła do
mnie Japonka, w średnim
wieku. Powiedziała, że jest nauczycielką
j. angielskiego w jednej ze szkół w Tokio. Zadała mi pytanie: „Kim jest ten twój Bóg, który Ci tak pomaga?" Zapytałam ją o jej wyznanie. Wychowała się w rodzinie buddyjskiej, ale
wiara w jej domu miała zawsze wymiar tylko tradycji i dlatego w tej
chwili jest bezwyznaniowa. Zaczęłam jej mówić o Jezusie. Moja
słuchaczka odpowiedziała, że słyszała o
Jezusie, ale po tej dzisiejszej wycieczce zainteresuje się bardziej i
poczyta o
wierze katolickiej. W chwilę później podeszła
do mnie dziewczyna z Australii. Mówi, że
nie wierzy w Boga, ale to co dzisiaj usłyszała zrobiło na niej duże
wrażenie i
dziękuje za to.
Po kolejnym postoju, czuję, że ktoś chwyta mnie za rękę. To młody
chłopiec średniego wzrostu. Mówi, że chciałby mi coś powiedzieć.
„Jestem z Arabii Saudyjskiej i jest mi bardzo
przykro, że wiele osób bardzo źle myśli o mojej ojczyźnie po ataku na
WTC"...zaciska
usta wyrażając ból... „W moim kraju jest
mnóstwo osób, które wstydzą się tego wydarzenia" - mówi dalej ze łzami w
oczach. „Miałem wtedy 14 lat i pamiętam
jak moja rodzina modliła się za poległych w tej tragedii. W mojej
religii nie wolno zabijać. Ci, którzy to uczynili podając się za
religijnych muzułmanów, nie mieli nic wspólnego z Bogiem". Co za
świadectwo i obrona wiary, pomyślałam. Zrobiło mi się żal tego młodego
człowieka. Objęłam go i powiedziałam, żeby nie brał tego
ciężaru na siebie, bo w każdym kraju są dobrzy i źli ludzie. Jeżeli
wszyscy, we
wszystkich wyznaniach będziemy prawdziwie trwali przy Bogu, to do takich
tragedii więcej nie dojdzie. Uśmiechnął
się z ulgą i podziękował, po czym dodał, że będzie opowiadał w swoim
kraju o
tym, co dzisiaj usłyszał.
W ostatnim odcinku wycieczki zbliżyła się do mnie młoda dziewczyna, której
płaczącą twarz dobrze zapamiętałam w tej grupie. Zaczęła mi opowiadać o sobie, że przyjechała rok temu do
Nowego Jorku, do szkoły baletowej i za tydzień wraca do Holandii, do swojego
kraju. Dziękowała mi za świadectwo wiary. Po chwili dodała, że dzisiejsza obecność na
tej wycieczce jest najbardziej wartościowym momentem całego jej rocznego pobytu
w Ameryce. „Będę o tobie opowiadała mojej
mamie i mojej siostrze i wszystkim moim znajomym w Amsterdamie." Ściskam ją serdecznie i życzę by zawsze
trwała przy Bogu.
Na zakończenie dziękuję całej grupie za uczestnictwo w wycieczce. Dziękuję też za to, że przebywając 11
września, 2001 roku w różnych zakątkach świata łączyli się z nami w cierpieniu
i ogarniali nas modlitwą, która sprawiła cud uratowania wielu tysięcy
Nowojorczyków.
Widzę szczere uśmiechy na twarzach. Każdy podchodzi do mnie osobiście i ściska mnie na pożegnanie. Niektórzy proszą o wspólne zdjęcie. Ta niesamowita więź z moimi
wycieczkowiczami
daje mi dużo radości, zmusza do głębokich refleksji i umacnia w
przekonaniu, że
każde z tych spotkań nie jest przypadkiem.
Ksiądz katolicki z Malty podchodzi do mnie na koniec i żegna mnie słowami: „Pozostańmy we wzajemnej modlitwie za siebie..."
|